Lancer Evolution X

Dziesięć razy Mitsubishi podchodziło do zrobienia samochodu doskonałego i dziesięć razy się udało. Nie ma zapewne innego auta, które łączyłoby w sobie cechy codziennego, normalnego samochodu z furiacką, bezkompromisową skutecznością – im gorsza nawierzchnia, tym lepiej. Jedyna dziś konkurencja w tej branży to Subaru. Historię relacji między markami wszyscy znamy – my nie będziemy nawet próbowali być arbitrami w tej konfrontacji.

Ten Lancer to dziesiąta ewolucja cywilnej wersji słynnej rajdówki. Rzeczywiście, w toku rozwoju tego modelu Evo przeszło wiele. Najpierw było patchworkiem napędu z większego modelu Galant VR4 oraz nadwozia cywilnego Lancera z dodanymi niemal bez ładu agresywnymi akcentami. Potem wszystko to dojrzewało i samochód coraz lepiej oddawał wyglądem cel, dla którego został skonstruowany. Apogeum tego rozwoju były bodaj wersje Evo V i VI – przypadające na koniec XX wieku, czasy gdy Lancer jeżdżący w rajdowej grupie A był godnym przeciwnikiem dla nowszej konkurencji budowanej już według specyfikacji WRC. Potem samochód łagodniał z wyglądu, pojawiły się plotki o tym, że jego koniec blisko (bo ekologia) a potem pojawiła się “Dziesiątka”. Dziś już wiemy, że to ostatnie Evo.

Lancer, który trafił do G’zox Polska na kompleksowy detailing to samochód balansujący między współczesnym komfortem a pierwotną agresją. Wygląd – inspirowany konstrukcjami lotniczymi – ma zdecydowanie rasowy. Uzupełnieniem fabrycznej stylizacji jest skrzydło sprowadzone aż z USA, a praktycznym dodatkiem są chlapacze Ralliartu. Choć daleko im do subtelnego uroku, są przydatnym dodatkiem w każdym Evo: znakomicie chronią nadwozie przed kamieniami wyrzucanymi spod kół.

Jednak o przydatności chlapaczy właściciele dowiadują się najczęściej w ten sposób, że obserwują spustoszenie, jakie sieją na karoseriach ich samochodów kamienie uderzające w lakier. W tym przypadku możemy mówić o sporym szczęściu: powłoka lakiernicza uchowała się w niemal nienaruszonym stanie, za to na karoserii odnaleźliśmy kilka wgnieceń, których pochodzenie było znacznie bardziej prozaiczne – brak ostrożności przy otwieraniu drzwi przez parkujących obok Lancera.

Dlatego zaraz po inicjującym detailing dekontaminacyjnym myciu zabraliśmy się za usuwanie wgniotek. Nie jest to łatwe. Skuteczne usuwanie wgnieceń graniczy z magią. Może się wydawać, że wystarczy zdjąć tapicerkę i wypchnąć poszycie od wewnątrz, żeby przywrócić pierwotny wygląd panelu nadwozia, ale nic bardziej błędnego. Wgniotkę usuwa się powoli: po pierwsze, żeby żeby nie uszkodzić lakieru. Po drugie – żeby przypadkiem nie przedobrzyć i nie zrobić z brzydkiego wgniecenia jeszcze brzydszego guza. Do usuwania wgniotek trzeba więc – oprócz niezbędnych narzędzi – dużego doświadczenia i bardzo wiele cierpliwości. Tym bardziej cieszy nas, że w G’zox Polska usuwanie wgniotek jest procedurą standardową. Nie boimy się go tak samo, jak nie boimy się mycia silnika czy pracy przy najtrudniejszych lakierach.

Po usunięciu wgnieceń i upewnieniu się, że karoseria jest dokładnie taka, jak wymyśliła ją fabryka, rozpoczęliśmy prace nad korektą lakieru. Usunęliśmy z Lancera wszelkie ślady użytkowania i mycia – aby dotrzeć do najdrobniejszych rys trzeba odpowiedno doświetlić pole pracy i tutaj niezbędnym narzędziem jest kilowatowy reflektor dający mocne, równomierne światło.

Standardową procedurą jest perfekcyjne czyszczenie i zabezpieczanie kół oraz zacisków hamulcowych. Brembo montowane w Lancerach znane są z tego, że ich lakier z czasem ciemnieje. To nie wada lakieru zacisku, a cecha wynikająca z dobieranych przez użytkowników, klocków o sportowej charakterystyce. W miarę zużywania się klocków, unoszący się z nich ciemny pył wtapia się w lakier rozgrzanego zacisku, co powoduje stopniową zmianę barwy elementu. Większość środków czyszczących nadaje się do usuwania świeżego osadu, jednak jest bezradna wobec starszych zabrudzeń. Kombinacja nieagresywnej chemii G’zox oraz wyuczonego w Japonii sposobu jej aplikacji pozwala nam przywrócić pierwotny kolor zacisku i zapewnić, że będzie się on znacznie mniej brudzić w przyszłości.

Sporo pracy poświęciliśmy na doprowadzenie do konkursowego stanu układu wydechowego w Mitsubishi. Dwie potężne rury wydechowe z nierdzewnej stali aż proszą się o wypolerowanie na błysk i zabezpieczenie przed zanieczyszczeniami. Wykorzystaliśmy doświadczenia z pracy nad Nissanem GT-R i teraz wydech w Lancerze jest znakomitą ozdobą tyłu samochodu.

Wnętrze Evo to miejsce pracy kierowcy – nie jest szczególnie wyrafinowane, tutaj funkcja przeważa nad formą. Ważne jednak, żeby spełniało swoje przeznaczenie w sposób możliwie najbardziej estetyczny: po głębokim wyczyszczeniu zabezpieczyliśmy plastiki wnętrza i zapewniliśmy, że w środek samochodu długo jeszcze będzie czysty i świeży.

Ostatnim szlifem, nadającym Lancerowi X doskonały wygląd, było nałożenie powłoki kwarcowej Hi-Mohs. To sposób na wyeliminowanie ryzyka drobnych uszkodzeń powłoki lakierniczej i zapewnienie, że po przejeździe błotnistego odcinka specjalnego – albo przez centrum miasta w złą pogodę – brud nie będzie osiadać na karoserii, a lakier wciąż będzie cechować się niezrównanym blaskiem i głębią koloru.

Mitsubishi Lancer Evolution X:

  • Pełny detailing z pakietu G’zox Hi Mohs
  • Karoseria: powłoka kwarcowa G’zox Hi-Mohs Coat o twardości 7 w skali Mohsa
  • Pielęgnacja wnętrza: czyszczenie i zabezpieczenie
  • Koła / opony: powłoki G’zox Wheel Coat / G’zox Tire Coat
  • Lampy: powłoka G’zox BG Headlight Cleaner & Coat
  • Szyby: powłoka G’zox HyperView
  • Układ wydechowy: czyszczenie, polerowanie, zabezpieczenie powłoką kwarcową
  • Usunięcie drobnych wgnieceń karoserii

Więcej zdjęć znajdziecie w galerii.

Dodaj komentarz