Gamechanger

Był rok 2007, gdy Nissan rzucił rękawicę tam, gdzie do tej pory rękawicy nie rzucił nikt. Bezczelnie i buńczucznie, wkroczył na terytorium, które zarezerwowane było dla jednej marki i jednego modelu: Porsche 911 Turbo. Siedem lat temu Nissan GT-R zmienił reguły gry.

Cel, jaki postawili sobie Japończycy był nadzwyczajny: skonstruować i wprowadzić na rynek samochód, który za dwie trzecie ceny Porsche turbo będzie oferować lepsze osiągi, lepsze właściwości jezdne i lepszą użyteczność na co dzień. Oczywiście z początku te zapewnienia traktowano z przymrużeniem oka: wprawdzie o dostępnych tylko na japońskim rynku Nissanach Skyline GTR krążyły fascynujące opowieści, ale nikt nie wierzył, że możliwe będzie stworzenie produktu globalnego, który będzie w stanie konkurować z niemiecką legendą. Tym bardziej, że GT-R miał być autem firmy znanej z masowej produkcji (skądinąd całkiem niezłych) samochodów, ale jego sprzedaż i obsługa miały się odbywać w zupełnie nowy sposób. Wybrani dealerzy musieli sporo zainwestować aby stać się „GT-R Performance Center” a klienci mieli być obsługiwani lepiej niż w niektórych markach premium.
Ale przede wszystkim chodziło o produkt. Samochód, który miał przenieść pojęcie „osiągi” do stratosfery. I Nissan dostarczył taki produkt. Pierwsza generacja GT-R’a zamiotła do kąta wszystko, co jeździło przed nią po drogach całego świata. Doładowany dwiema turbosprężarkami silnik V6 (z rozmysłem wybrano pojemność skokową 3,8 litra – taką samą jak w 911 turbo) rozwijał moc 492 KM. Nissan wyprzedził Porsche o dwa lata, wyposażając GT-R seryjnie w dwusprzęgłową skrzynię biegów. Sam układ napędowy GT-R’a to zresztą ewenement: auto z silnikiem z przodu ma skrzynię napędzaną wałem, umieszczoną na tylnej osi. Moc przenoszona jest z niej na przednią oś za pomocą drugiego wału. Ten skomplikowany mechanizm, połączony z niespotykanym wcześniej układem elektronicznego zarządzania rozdziałem mocy na koła dawał nieosiągalne dla innych efekty: 3,2 sekundy do 100 km/h. 311 km/h prędkości maksymalnej. Pierwotna cena samochodu wynosiła 69 tysięcy dolarów. Przy takich osiągach nie był konkurencją dla 911 turbo, był jego Nemezis.
Co nas jednak bardziej interesuje, to sposób, w jaki Nissan traktuje pracę nad tym samochodem i nieustające dążenie do perfekcji, typowe dla japońskich firm. Rok po roku producent cyzeluje detale, czyniąc GT-R’a jeszcze lepszym. Na pierwszy rzut oka widać to po osiągach – aktualny Nissan GT-R Nismo ma 100 KM więcej od pierwowzoru i osiąga 100 km/h w zdumiewające 2,1 sekundy. Z czasu okrążenia po najsłynniejszym torze świata, niemieckim Nurburgringu, urwano ponad 20 sekund! (MY2008: 7m29s03, MY2015 Nismo: 7m08s69). Trzeba jednak spojrzeć staranniej, aby zobaczyć tysiące drobnych zmian: minimalne adjustacje przetłoczeń zderzaków i błotników, zmiany kształtu dyfuzora czy wlotów powietrza, które poprawiają aerodynamikę pojazdu. Permanentne doskonalenie oprogramowania, które odpowiada za właściwości jezdne i kieruje potężną moc na to koło, które ma najbardziej optymalną przyczepność. Ciągłe podwyższanie jakości wnętrza i wykonania detali. Nikt nie robi tego w takim stałym cyklu udoskonalania jak Japończycy. Oni mają to po prostu w swoim DNA.

Powierzony nam GT-R jest bardzo szanowanym przez właściciela samochodem, choć jakość i zabrudzenie polskich dróg odcisnęły na nim swoje piętno. Kompletne mycie samochodu otworzyło drogę do usunięcia wszelkich śladów smoły i asfaltu z kół i karoserii za pomocą Clay Cleanera G’zox. Potem przyszedł czas na szczegóły – ozdobne ornamenty i znaczki GT-R wymagały starannej pracy, jednak udało się doprowadzić je do stanu, w którym jak perfekcyjnie wyczyszczona biżuteria ozdabiają muskularną sylwetkę samochodu. Wiele czasu poświęciliśmy na układ wydechowy – cztery potężne rury świecą teraz blaskiem większym, niż ten sprzed pierwszego przekręcenia kluczyka w Nissanie. Dzięki zabezpieczeniu Wheel Coat, odpornym na wysokie temperatury, efekt ten utrzyma się długie miesiące.

Wnętrze zostało całkowicie wyczyszczone do poziomu klinicznej sterylności. Wyjątkowo dobrze zachowany lakier GT-R’a poddano przygotowaniu do nałożenia powłoki New Real Glass Coat, a zaciski i felgi zabezpieczono klasycznym już G’zox Wheel Coat. Mięsiste opony GT-R’a uzyskały świeży wygląd dzięki Tire Coat. Szybkie auto powinno zapewniać kierowcy stale perfekcyjną widoczność – a więc na szyby i lusterka trafił hydrofobowy Hyper View, a reflektory wypielęgnowano specjalnym produktem G’zoxa – BG Headlight Coating.

Teraz Godzilla wygląda doskonale. To idealne uosobienie japońskich ideałów pracy: spokojnego, cichego, krok za krokiem marszu do perfekcji. Mechanicznie jesteśmy za nie wdzięczni Nissanowi – o wygląd GT-R’a zadbaliśmy sami.