Porady

Żelazo na felgach

Ależ ci projektanci szaleją z kołami!

Pamiętam jeszcze czasy, w których założenie do samochodu felgi 17″ było symbolem zaawansowanego tuningu auta. 17″ to był rozmiar wyczynowy, a w nieustającej wojnie Evo kontra Impreza, jaką prowadziliśmy wraz z liczną grupą kolegów jeszcze głęboko w XX wieku, to Evo miało seryjnie 17-calowe koła, więc my od Subaru za punkt honoru stawialiśmy sobie montowanie siedemnastek do Imprez. Oczywiście komfort jazdy z „ledwo-ledwo” zmieniał się na „nieakceptowalne dla normalnego człowieka”, ale nikomu to nie przeszkadzało. Wtedy.

Przewijam do 2010 i przypominam sobie, że mój wyprodukowany w tym roku Range Rover miał „gigantyczne” (yeah, right), dwudziestocalowe koła. Wykpiwane przez posiadaczy „prawdziwych terenówek”, radziły sobie poza asfaltem całkiem nieźle, szczególnie z agresywnym bieżnikiem Nitto TerraGrapler.

A teraz mamy 2018 i dopiero zauważyłem, że 20″ to seryjny (!) rozmiar koła nawet w podstawowej (!!!) wersji Renault Scenica. Vana dla rodzin z przedmieść. Obłęd.

Naprawdę, do Scenica kładą teraz dwudziestkę w standardzie. Wprawdzie jest wąska i montuje się na niej oponę o szerokości raptem 195, ale fakt pozostaje faktem – to kawał felgi jak na kompaktowego vana, a powiększanie kół to trend, który jest już stały na rynku. Co natychmiast wywołuje nieuchronne pytanie: jak czyścić tak ogromną felgę, żeby jej nie zniszczyć?

Żeby dobrze wyczyścić felgi, trzeba przede wszystkim wiedzieć co ją brudzi. Błoto? Jasne, ale do usunięcia błota wystarczy strumień wody z myjki, odrobina szamponu i gąbka. Gorzej jednak z osadami, które nie są błotem, a są znacznie trudniejsze w usuwaniu. Mowa o związkach żelaza, które trafiają na felgi z klocków hamulcowych.

Oczywiście wiesz, że klocki hamulcowe zużywając się wydzielają pył, osadzający się na kołach. Ten pył to właśnie związki żelaza, które na feldze trafiają na znakomite warunki do siania zniszczenia. Dlaczego?
Otóż podczas jazdy, a szczególnie podczas hamowania felga jest całkiem ciepła, bywa że wręcz gorąca w dotyku. Nie tylko od rozgrzanej toczeniem opony, ale przede wszystkim dlatego, że felga służy do rozpraszania ciepła generowanego przez łożyska kół podczas jazdy oraz tarcze hamulcowe podczas hamowania. Wyobraź sobie teraz, że jest lekko wilgotno, jedziesz dłuższą trasę hamując co kilkaset metrów przed zakrętami, krople wody i pył z klocków trafiają na felgi (zawsze w tych najmniej dostępnych miejscach, #najgorzej), woda odparowuje, ale pył zostaje na kole, delikatnie wżarty w lakier pokrywający felgę. I potem cykl się powtarza, a gdy ruszysz z czyszczeniem, ten brud nie tylko nie chce zejść – bo w końcu, jeśli przyłożysz się bardzo, to prawie cały zejdzie – tylko stanie się to razem z warstwą klaru chroniącego aluminium przed czynnikami zewnętrznymi. A to, co wżarło się w materiał felgi nie zejdzie już nigdy. Pozostawianie tych czarnych śladów na felgach to najlepszy sposób na pozbycie się felg.
Dlatego trzeba innego sposobu na usuwanie pyłu żelazowego, który nie tylko psuje estetykę, ale może doprowadzić wręcz do porowacenia i osłabienia materiału felgi aluminiowej.

Enter: deironizacja

Sprytny pomysł to usunięcie żelaza drogą chemiczną – czyli po prostu wywołanie reakcji, która spowoduje, że żelazo zwiąże się z czymś, co łatwiej będzie usunąć klasycznymi metodami. Sposobów jest sporo – stosuje się najczęściej środki zawierające kwasy, które reagują z tlenkiem żelaza (to mniej popularna nazwa rdzy, tak swoją drogą) i pozwalają spłukać powstałą zawiesinę. Problem w tym, że wprawdzie gorzej lub lepiej rozwiązują kwestię żelaza, ale przy okazji pięknie żrą również materiał felgi. Dzięki nim wprawdzie udaje się usunąć zapieczony pył z kół, ale spod spodu wyziera nagi metal i zupełnie nie wygląda na aluminium, bo kwas je utlenił, więc na kole pojawia ci się biały, brzydki placek.
W detailingu G’zox używamy do usuwania związków żelaza produktu, który jest dostępny dla każdego w sklepie Soft99 – Iron Terminatora. To zupełnie nowy środek, który zaprojektowano od początku zgodnie z filozofią Soft99 – ma mieć neutralne pH i być przyjazny dla środowiska a przy tym niezrównanie skuteczny i bezpieczny dla samochodu. I jest, inaczej byśmy go nie używali.

Iron Terminator

Iron Terminator

Iron Terminatorem spryskujemy felgę oczyszczoną wstępnie z błota i pozostawiamy na kilka minut. Jeśli nie masz w tym czasie nic innego do roboty przy samochodzie, możesz podziwiać efekt działania w postaci charakterystycznego „krwawienia” – im bardziej czerwony robi się płyn, tym więcej żelaza udało się przechwycić z felgi. Jeśli koło nie było zadbane wcześniej, przydaje się gruby, okrągły pędzel, wtedy po spłukaniu po pierwszym myciu drugie możesz wykonać bardziej szczegółowo, rozprowadzając środek pędzlem. Przy tym nie ma się co obawiać o ręce, bo Iron Terminator jest dla nich nieszkodliwy, nie trzeba więc rękawic ani nadzwyczajnych środków ostrożności. Niektóre produkty do felg wymagają wręcz maseczki na twarz, bo są tak drażniące drogi oddechowe, że ciężko ich używać w garażu…
Neutralność i skuteczność Iron Terminatora ma dodatkowy plus – nie ma znaczenia czy felga na której pracujesz jest polerowana, lakierowana czy chromowana, środek jest równie skuteczny i równie bezpieczny dla każdego rodzaju wykończenia koła.
A gdy już ten pierwszy raz wyczyścisz felgi tak, że będą wyglądać jak nowe, przyjemnym zaskoczeniem będzie inna cecha Iron Terminatora – dzięki składowi, ułatwia on łatwą późniejszą pielęgnację kół. Po tygodniu – dwóch wystarczy, że przed zwykłym myciem spryskasz koła Terminatorem, odczekasz 2-3 minuty i potem już spłuczesz. Bo Iron Terminator działa również przez czas pomiędzy myciami 🙂

 

Częste mycie skraca… czyżby?!

Mycie samochodu to najczęstsza czynność, jaką wykonuje się samodzielnie przy aucie. Czasami jedyna! Mało kto już sprawdza sobie olej w samochodzie, ale jeśli tylko mamy trochę miejsca i łatwy dostęp do wody, samodzielne umycie samochodu jest satysfakcjonującym i – co tu dużo mówić – miłym sposobem na spędzenie godziny przy pielęgnacji naszego ulubionego pojazdu.

Rzecz oczywiście w tym, żeby była to godzina spędzona pożytecznie. Mycie źle zaplanowane. prowadzone niewłaściwymi środkami to strata czasu i przyniesie więcej szkody niż pożytku. Zacznijmy więc od początku – od ustalenia, jakim sprzętem i środkami powinnien dysponować domorosły (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) fachowiec myjący swoje samochody.

img_06Dwa wiadra to podstawa dobrego mycia. To metoda, która obrosła już legendą i jeszcze niedawno uważana była za szczyt wyrafinowania. Prawda jest taka, że to po prostu logiczne i rozsądne rozwiązanie problemu, a nie nauka o rakietach kosmicznych. Do dwóch wiader wlewamy czystą wodę, a do jednego z nich dodatkowo szampon. W trakcie mycia gąbkę lub ewentualnie rękawicę płuczemy w wiadrze bez szamponu, potem zamaczamy w czystym roztworze szamponu i kontynuujemy mycie. Ot, żadna filozofia.

Do wiaderka z brudną wodą warto włożyć separator brudu – to specjalna kratka, która uniemożliwia unoszenie się piasku i zanieczyszczeń w wodzie, w której płuczemy gąbkę. Przydatne, choć nieobowiązkowe.

img_tips_02Znacznie ważniejsze jest to, czym będziemy nakładać szampon na samochód. I tu ważna rzecz – chcemy spowodować, aby na samochodzie szampon się pienił. To piana ma pracować z brudem, który osiadł na karoserii i go rozpuścić. Jeśli będziemy brud trzeć lub zastosujemy popularną rękawicę myjącą która sprawia że cała dłoń opiera się o myty fragment, ryzykujemy zarysowanie karoserii. Spienienie szamponu i korzystanie z delikatnej, dedykowanej gąbki jest znacznie bezpieczniejsze. W G’zox Auto Detailing, tak samo jak na naszej myjni samochodowej G’zox, korzystamy ze specjalnych gąbek Soft99 “Creamy Soft Sponge”. Mają one trzywarstwową budowę. Zewnętrzna warstwa ma twardość specjalnie wyliczoną dla optymalnego usuwania brudu bez rysowania karoserii. Specjalne zawirowania gąbki zasysają brud, aby nie drapał lakieru podczas mycia. Wewnętrzna warstwa sprawia, że szampon doskonale się pieni i może pracować na lakierze samochodu, wystarczy kilka razy ścisnąć gąbkę i natychmiast tworzy się gęsta, delikatna piana. trzecia warstwa jest nieco sztywniejsza i zapewnia dobre trzymanie gąbki bez męczenia dłoni.

Wreszcie to, co budzi najwięcej kontrowersji: szampon. W handlu dostępnych jest mnóstwo specyfików myjących o ogromnej rozpiętości cen. Zanim kupimy szampon do samochodu, sprawdźmy raczej co w nim jest. A bywają składniki przerażające: żrące alkaloidy (pół biedy, że producenci takich szamponów ostrzegają, że należy używać rękawic ochronnych) niszczące i lakier, agresywne detergenty, które powodują jego szybkie matowienie, “uszlachetniające” domieszki nabłyszczające, będące w istocie rzeczy trującymi polimerami. Nie można im odmówić doraźnej skuteczności, są jednak po prostu szkodliwe i to nie tylko dla samochodu, ale również dla środowiska. Nie bez przyczyny operujące nawet umiarkowanie agresywną chemią samoobsługowe myjnie poddawane są skrupulatnej kontroli przez służby ochrony środowiska, muszą być wyposażone w separatory i neutralizatory stosowanych chemikaliów.

W naszej pracy korzystamy ze środkow G’zox i Soft99 których skład regulowany jest przez wyjątkowo restrykcyjne japońskie normy. Mają one przy tym całkowicie neutralne pH – nie są ani kwasami ani zasadami – przez co nie wchodzą w chemiczną reakcję z lakierem. W efekcie – lakier samochodu mytego naszymi szamponami nie matowieje w kontakcie ze środkiem myjącym. Miłym ubocznym efektem jest to, że po myciu samochodu nie mamy wysuszonych, zniszczonych dłoni. Ulubionym naszym szamponem jest Smooth Egg – szczególnie polecana do samochodów, które mają już powłokę kwarcową, ale do domowych zastosowań świetnie sprawdzi się Creamy Soft w litrowym opakowaniu.

img_03Jak myć? To chyba nawet prostsze niż wybór narzędzi. Zacznijmy od kół – są przeważnie bardzo brudne, więc warto mieć do nich osobne narzędzie (tutaj sprawdza się rękawica a czasem wręcz szczotka) Potem myjemy pojedyncze duże panele karoserii, zaczynając od góry. Najpierw dach, potem maskę i tylną klapę. W tym miejscu warto zając się szybami i potem lampami, a przechodząc na drzwi i błotniki bardzo starannie płukać gąbkę – będzie się teraz na niej zbierać dużo brudu. Kończymy na progach. Ważne jest, aby zakończyć pracę nad jednym elementem (poza suszeniem) przed rozpoczęciem kolejnego a pracować na tyle szybko, żeby woda nie zaczęła wysychać. W praktyce kompletne umycie samochodu z zewnątrz zajmuje img_04przy dobrym przygotowaniu raptem kilkanaście minut. Oczywiście można sobie pomagać – myjka ciśnieniowa spłucze wierzchnią warstwę brudu i nawilży karoserię do właściwego mycia, jest też nieoceniona przy pracy z felgami. Trzeba jednak powstrzymać się od używania jej jako narzędzia do odrywania zaschniętych muszek czy ptasich odchodów. Lakier nie wybaczy nam siły, z jaką woda z myjki uderza w karoserię. Myjka może też się przydać do spłukania samochodu na koniec mycia, choć tradycjonaliści używają do tego osobnej gąbki i trzeciego wiadra wody.

img_10Gdy na samochodzie nie ma już piany i spływa zeń czysta woda, można go wysuszyć. Oczywiście nie na słońcu! W ogóle mycie należy przeprowadzać w miejscach raczej zacienionych. Do suszenia samochodu wykorzystujemy szmatki z mikrofibry. Trik polega na tym, że nie wolno taką szmatką wycierać samochodu jakby to były płytki podłogowe!  Starannie rozkładamy ją na fragmencie nadwozia, czekamy kilka sekund aż nasiąknie wodą a następnie jednym ruchem, trzymając za dwa narożniki, przeciągamy w dół. Teraz trzeba ją starannie wyżąć aby była prawie sucha i powtórzyć czynności na następnym fragmencie karoserii. W ten sposób unikamy tworzenia typowych dla “myjni ręcznych” kolistych mikrozarysowań lakieru.

W ten sposób, za pomocą 20 litrów wody, jednej gąbki, jednego szamponu, jednej szmatki i własnej staranności doprowadziliśmy samochód do czystości z zewnątrz. Jeśli chcecie, teraz jest czas na użycie środków do pielęgnacji plastików, którymi przywrócicie żywy kolor czarnym elementom karoserii. Efektownie dopełni mycia również zaczerniający środek do pielęgnacji opon.

Zawsze pełna widoczność

Gdy pada deszcz, kierowca ma tylko jedno wyjście. Włączyć wycieraczki. Zwykle, nawet gdy mocno pada, pomagają usuwając wodę z przedniej i tylnej szyby. Z bocznymi i lusterkami musimy sobie jakoś radzić sami.

Pół biedy, jeśli lusterka są podgrzewane – włączenie tej funkcji przyspieszy znikanie wody, choć nieuchronnie spowoduje pozostawienie brzydkiego osadu na szkle. Ale bez podgrzewanych lusterek kierowca jeżdżący jesienią jest skazany na duże ograniczenie widoczności. W tym przypadku wiedza detailingowa przychodzi z pomocą nie estetyce, a bezpieczeństwu.

Powłoki kwarcowe są doskonale przeźroczyste a ich właściwości odpychania wody nie mają sobie równych. Znane z karoserii pokrytych powłoką kwarcową kropelkowanie działa przecież również na szkle. Pojawia się więc możliwość interesującego zastosowania powłoki – aby powodowała, że woda spływa bez śladu z szyb i lusterek.

Jednak nie jest to takie proste. Dwa czynniki znacząco utrudniają samodzielne, codzienne stosowanie powłoki kwarcowej na szyby. Po pierwsze: powłoka kwarcowa wymaga fachowego nakładania w sterylnych warunkach salonu detailingowego. Tego nie da się zrobić w garażu. Po drugie: dobra powłoka kwarcowa jest droga. Niewiele osób zdecyduje się na otwarcie drogocennej buteleczki z powłoką tylko po to, żeby pokryć nią szyby. W przypadku pełnego detailingu, kiedy pokrywamy wszystkie szyby powłoką HyperView nie jest to aż taki kłopot, ale dla samych lusterek?

G’zox ma rozwiązanie, które eliminuje te problemy. Firma-matka G’zoxa, Soft99, wymyśliła specjalne powłoki do samodzielnego stosowania na szybach i lusterkach. Sprzedawane pod marką Glaco (Japończycy mówią: “Gala-ko!”) pozwalają na bardzo szybkie nałożenie warstwy uniemożliwiającej osadzanie się wody a przy tym jest wyjątkowo korzystne cenowo.

Aplikacja jest bardzo prosta – na czystą (ważne!) szybę, może być świeżo umyta i spłukana, nakłada się warstwę powłoki za pomocą specjalnego aplikatora lub rozpyla środek z butelki ze sprayem. Potem wystarczy przetrzeć do sucha szmatką i woda już się szkła nie ima.

Efekt jest zdumiewający – w naszych testach, podczas jazdy z prędkością 40 km/h i więcej w rzęsistym deszczu nie trzeba było w ogóle używać wycieraczek! Pęd powietrza zdmuchuje wodę z szyby przez co widoczność jest znakomita.

Szczególnie warto polecić Glaco posiadaczom samochodów z bardzo dużymi, zakrzywionymi przednimi szybami – wycieraczki pozostawiają na nich bowiem podczas pracy cieniutką warstwę wody, która załamuje światło i powoduje nieprzyjemne odbicia, zmniejszające widoczność. Szczególnie daje się to we znaki nocą, gdy samochody jadące z naprzeciwka świecą lampami prosto w szybę.

Glaco występuje w dwóch rodzajach – w formulacji do szyb (według japońskich oznaczeń to Glaco 45 km/h, od tej prędkości nie trzeba włączać wycieraczek przedniej szyby) oraz w specjalnej wersji do lusterek “0 km/h”. W tym przypadku woda po prostu odbija się od szkła lusterka, ale powłoka ma nieco mniejszą trwałość. Oba produkty utrzymują się jednak na szkle przez minimum 14 dni po aplikacji, a zapas w opakowaniu starcza na cały sezon jesienno – zimowy.

Stosujemy Glaco na wszystkich naszych samochodach, bo to po prostu ułatwia życie i znacząco podnosi bezpieczeństwo za bardzo niewielkie pieniądze. Do tego stopnia, że jadąc w deszczu samochodem, który nie ma powłoki Glaco na szybach mamy wrażenie, że coś nam się stało ze wzrokiem…

Produkty Glaco dostępne są w ofercie naszego sklepu Soft99.