Detailing

Żelazo na felgach

Ależ ci projektanci szaleją z kołami!

Pamiętam jeszcze czasy, w których założenie do samochodu felgi 17″ było symbolem zaawansowanego tuningu auta. 17″ to był rozmiar wyczynowy, a w nieustającej wojnie Evo kontra Impreza, jaką prowadziliśmy wraz z liczną grupą kolegów jeszcze głęboko w XX wieku, to Evo miało seryjnie 17-calowe koła, więc my od Subaru za punkt honoru stawialiśmy sobie montowanie siedemnastek do Imprez. Oczywiście komfort jazdy z „ledwo-ledwo” zmieniał się na „nieakceptowalne dla normalnego człowieka”, ale nikomu to nie przeszkadzało. Wtedy.

Przewijam do 2010 i przypominam sobie, że mój wyprodukowany w tym roku Range Rover miał „gigantyczne” (yeah, right), dwudziestocalowe koła. Wykpiwane przez posiadaczy „prawdziwych terenówek”, radziły sobie poza asfaltem całkiem nieźle, szczególnie z agresywnym bieżnikiem Nitto TerraGrapler.

A teraz mamy 2018 i dopiero zauważyłem, że 20″ to seryjny (!) rozmiar koła nawet w podstawowej (!!!) wersji Renault Scenica. Vana dla rodzin z przedmieść. Obłęd.

Naprawdę, do Scenica kładą teraz dwudziestkę w standardzie. Wprawdzie jest wąska i montuje się na niej oponę o szerokości raptem 195, ale fakt pozostaje faktem – to kawał felgi jak na kompaktowego vana, a powiększanie kół to trend, który jest już stały na rynku. Co natychmiast wywołuje nieuchronne pytanie: jak czyścić tak ogromną felgę, żeby jej nie zniszczyć?

Żeby dobrze wyczyścić felgi, trzeba przede wszystkim wiedzieć co ją brudzi. Błoto? Jasne, ale do usunięcia błota wystarczy strumień wody z myjki, odrobina szamponu i gąbka. Gorzej jednak z osadami, które nie są błotem, a są znacznie trudniejsze w usuwaniu. Mowa o związkach żelaza, które trafiają na felgi z klocków hamulcowych.

Oczywiście wiesz, że klocki hamulcowe zużywając się wydzielają pył, osadzający się na kołach. Ten pył to właśnie związki żelaza, które na feldze trafiają na znakomite warunki do siania zniszczenia. Dlaczego?
Otóż podczas jazdy, a szczególnie podczas hamowania felga jest całkiem ciepła, bywa że wręcz gorąca w dotyku. Nie tylko od rozgrzanej toczeniem opony, ale przede wszystkim dlatego, że felga służy do rozpraszania ciepła generowanego przez łożyska kół podczas jazdy oraz tarcze hamulcowe podczas hamowania. Wyobraź sobie teraz, że jest lekko wilgotno, jedziesz dłuższą trasę hamując co kilkaset metrów przed zakrętami, krople wody i pył z klocków trafiają na felgi (zawsze w tych najmniej dostępnych miejscach, #najgorzej), woda odparowuje, ale pył zostaje na kole, delikatnie wżarty w lakier pokrywający felgę. I potem cykl się powtarza, a gdy ruszysz z czyszczeniem, ten brud nie tylko nie chce zejść – bo w końcu, jeśli przyłożysz się bardzo, to prawie cały zejdzie – tylko stanie się to razem z warstwą klaru chroniącego aluminium przed czynnikami zewnętrznymi. A to, co wżarło się w materiał felgi nie zejdzie już nigdy. Pozostawianie tych czarnych śladów na felgach to najlepszy sposób na pozbycie się felg.
Dlatego trzeba innego sposobu na usuwanie pyłu żelazowego, który nie tylko psuje estetykę, ale może doprowadzić wręcz do porowacenia i osłabienia materiału felgi aluminiowej.

Enter: deironizacja

Sprytny pomysł to usunięcie żelaza drogą chemiczną – czyli po prostu wywołanie reakcji, która spowoduje, że żelazo zwiąże się z czymś, co łatwiej będzie usunąć klasycznymi metodami. Sposobów jest sporo – stosuje się najczęściej środki zawierające kwasy, które reagują z tlenkiem żelaza (to mniej popularna nazwa rdzy, tak swoją drogą) i pozwalają spłukać powstałą zawiesinę. Problem w tym, że wprawdzie gorzej lub lepiej rozwiązują kwestię żelaza, ale przy okazji pięknie żrą również materiał felgi. Dzięki nim wprawdzie udaje się usunąć zapieczony pył z kół, ale spod spodu wyziera nagi metal i zupełnie nie wygląda na aluminium, bo kwas je utlenił, więc na kole pojawia ci się biały, brzydki placek.
W detailingu G’zox używamy do usuwania związków żelaza produktu, który jest dostępny dla każdego w sklepie Soft99 – Iron Terminatora. To zupełnie nowy środek, który zaprojektowano od początku zgodnie z filozofią Soft99 – ma mieć neutralne pH i być przyjazny dla środowiska a przy tym niezrównanie skuteczny i bezpieczny dla samochodu. I jest, inaczej byśmy go nie używali.

Iron Terminator

Iron Terminator

Iron Terminatorem spryskujemy felgę oczyszczoną wstępnie z błota i pozostawiamy na kilka minut. Jeśli nie masz w tym czasie nic innego do roboty przy samochodzie, możesz podziwiać efekt działania w postaci charakterystycznego „krwawienia” – im bardziej czerwony robi się płyn, tym więcej żelaza udało się przechwycić z felgi. Jeśli koło nie było zadbane wcześniej, przydaje się gruby, okrągły pędzel, wtedy po spłukaniu po pierwszym myciu drugie możesz wykonać bardziej szczegółowo, rozprowadzając środek pędzlem. Przy tym nie ma się co obawiać o ręce, bo Iron Terminator jest dla nich nieszkodliwy, nie trzeba więc rękawic ani nadzwyczajnych środków ostrożności. Niektóre produkty do felg wymagają wręcz maseczki na twarz, bo są tak drażniące drogi oddechowe, że ciężko ich używać w garażu…
Neutralność i skuteczność Iron Terminatora ma dodatkowy plus – nie ma znaczenia czy felga na której pracujesz jest polerowana, lakierowana czy chromowana, środek jest równie skuteczny i równie bezpieczny dla każdego rodzaju wykończenia koła.
A gdy już ten pierwszy raz wyczyścisz felgi tak, że będą wyglądać jak nowe, przyjemnym zaskoczeniem będzie inna cecha Iron Terminatora – dzięki składowi, ułatwia on łatwą późniejszą pielęgnację kół. Po tygodniu – dwóch wystarczy, że przed zwykłym myciem spryskasz koła Terminatorem, odczekasz 2-3 minuty i potem już spłuczesz. Bo Iron Terminator działa również przez czas pomiędzy myciami 🙂

 

Przewaga Glaco

Rozmawiałem ostatnio z przyjacielem, który spędził spory kawałek życia pracując przy sportowych samochodach z najwyższej półki. Takich prawdziwych „sportowych” – przez lata serwisował kilkanaście aut WRC, miał swój udział w jednym z projektów LMP jeżdżących w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Wyjawił mi pewien sekret branży: otóż od kilkunastu już lat nieaktualna jest obiegowa opinia, że rozwiązania ze sportu samochodowego przechodzą do „cywilnej” motoryzacji. Zasadniczo jest raczej odwrotnie. Wynika to z przepisów motorsportu, ale również ze zwykłej kalkulacji kosztów badań i rozwoju. Sport motorowy i tak jest koszmarnie drogi, niech seryjna produkcja płaci za innowacje.

Wracając z tego spotkania zastanawiałem się, czy znalazłbym argument przeciw jego tezie. I gdyby nie zbieg okoliczności, pewnie bym nie wpadł na właściwy pomysł. Jednak widok jadącego przede mną samochodu, którego kierowca prowadził nierówną walkę z zachlapaną deszczem i błotem szybą przypomniał mi obrazek znany pewnie każdemu miłośnikowi sportu samochodowego – Toyotę Celicę przebijającą się przez błota Kenii do zwycięstwa w rajdzie Safari w 1993 roku. Znacie? To zobaczcie jeszcze raz.

 

Czytaj dalej

Skoda Superb

Parę lat temu słowa “reprezentacyjna Skoda” można było traktować jako żart, ale w Mlada Boleslav nikomu nie było do śmiechu. Pierwsza generacja współczesnego Superba (jego nazwa nawiązuje do modelu, który produkowano między 1934 a 1949 rokiem) pojawiła się na rynku w 2001 r. i była zaskoczeniem dla konkurencji. Nikt nie oferował tak dużego samochodu o tak nowoczesnej i sprawdzonej technice za tak sensowne pieniądze. Nawet właściciel Skody, czyli grupa VW, zaczęła niepokoić się o sprzedaż Passata…

Druga generacja Superba wprowadziła do rozgrywki nowe argumenty: Superb II jest bowiem dostępny nie tylko jako sedan (o tym za chwilę) ale również jako kombi. Obie wersje mają niewiarygodnie przestronne wnętrze, ale ogromny, 590-litrowy bagażnik sedana przyćmiewany jest przez 633-litrowy “kufer” w kombi oferuje 1836 litrów pojemności bagażowej, co po polsku oznacza: można na wakacje zabrać pół domu ze sobą.

Superb w aktualnej wersji wprowadził na rynek dwie istotne nowości. Pierwsza z nich to powód, dla którego słowo “sedan” umieszcza się przy nim w cudzysłowie. Sprytnie skonstruowana tylna klapa otwierać się może tak jak w sedanie (czyli w trójbryłowym nadwoziu), ale wystarczy użyć drugiego przycisku otwierania ukrytego przy tylnej tablicy rejestracyjnej i Superb staje się liftbackiem – otwiera się cała wielka klapa bagażnika łącznie z szybą. Do tej pory nikt takiego rozwiązania nie stosował. Nieśmiałą próbę wykonało Isuzu, które próbowało kiedyś sprzedawać model Gemini, wyglądający jak sedan, ale otwierający bagażnik razem z tylną szybą. Patent Skody jest w tym przypadku o wiele bardziej funkcjonalny. Drugi ciekawy element, pozornie drobiazg, to możliwość płaskiego położenia oparcia przedniego fotela pasażera. Dzięki temu siedzący na tylnej kanapie (i tak cieszący się przestrzenią jaką trudno osiągnąć nawet w Mercedesach najwyższej klasy) mogą wygodnie uciąć sobie drzemkę w pozycji niemalże leżącej.

Nie ma się co dziwić, że przy atrakcyjnie skalkulowanej cenie Superb II jest hitem sprzedaży. Co ciekawe, samochód zdobył sobie zaufanie jednej z najbardziej ostrożnych grup nabywców, jaką są… władze państwowe i samorządowe. Dzięki kombinacji ceny i walorów Superb jest chętnie wybierany jako samochód służbowy burmistrzów i prezydentów miast, poruszają się nimi ministrowie i wojewodowie. W takim przypadku trudno mówić o nierozważnym zakupie. Równie chętnie jednak Superb wybierany jest przez managerów: oferuje znakomity komfort, niezłe osiągi, wysokiej klasy wyposażenie i bardzo solidną technikę za dobrze skalkulowaną cenę. Każdy kto odnosi sukces dzięki liczeniu wydatkowanych pieniędzy uzna Superba za bardzo rozsądną ofertę. W tajemnicy możemy powiedzieć, że z punktu widzenia ochrony inwestycji jeszcze rozsądniej jest kupić Superba i od razu poddać go detailingowi i kwarcowemu zabezpieczeniu lakieru…

Prezentowany tutaj (i szerzej w galerii) Superb ma odważną kombinację kolorystyczną „white on white”. Jasne wnętrze świetnie współgra z białym kolorem karoserii, jednak ta kombinacja wymaga stałego utrzymywania samochodu w nieskazitelnej czystości, aby osiągać zaplanowany efekt. Przez to na początku skupiliśmy się na doprowadzeniu wnętrza do perfekcji a następnie zabezpieczeniu jego stanu. Dopiero po uzyskaniu zadowalającego efektu w środku zabraliśmy się za karoserię. Biały lakier nie ułatwia zadania jeśli chodzi o wydobycie na widok w świetle dziennym bryły samochodu, jednak po przygotowaniu lakieru i nałożeniu powłoki kwarcowej zaczęły być widoczne detale i przetłoczenia nadwozia Skody. Jej masywna sylwetka odbijając światło stała się lżejsza i optycznie unosi się nad asfaltem. Przy tym – pokrycie karoserii powłoką kwarcową znacząco zmniejszy częstotliwość mycia, a to oznacza z kolei że zaplanowany przez właściciela efekt sterylnej czystości będzie utrzymywać się długo.

Co ważne – ten samochód jest dowodem, że prawdziwy, najwyższej klasy detailing nie jest zarezerwowany wyłącznie dla egzotycznych marek i aut o siedmiocyfrowych cenach. To auto przeznaczone do codziennej jazdy i pracy, które ma jednak sprawiać przyjemność z normalnego użytkowania.
Škoda Superb II

  • Kompletny detailing, w tym mycie silnika (pakiet G’zox Hi Mohs)
  • Karoseria: powłoka kwarcowa G’zox Hi-Mohs Coat o twardości 7 w skali Mohsa
  • Pielęgnacja wnętrza: czyszczenie i zabezpieczenie, G’zox LeatherFine
  • Koła / opony: powłoki G’zox Wheel Coat / G’zox Tire Coat
  • Lampy: powłoka G’zox BG Headlight Cleaner & Coat
  • Szyby: powłoka G’zox HyperView

Przed zimowym snem

Motoryzacja mocno trzyma się tradycji. Szczególnie gdy mówimy o pojazdach, które mają sprawiać przyjemność posiadaczowi, a nie być prostym mechanizmem do przemieszczania się między punktami A i B. Harley Davidson Electra Glide to przykład takiego właśnie mocno osadzonego w tradycji pojazdu. Do G’zox Polska motocykl trafił na detailing, który przygotuje go do zimowej przerwy między sezonami.

Na widok Harleya każdy powie, że to motocykl klasyczny. Amerykańska firma nie czaruje klientów technologicznymi nowinkami, nie wyciska z każdego centymetra sześciennego pojemności siódmych potów, nie eksperymentuje. Harley to urządzenie na wskroś tradycyjne – w tym sensie, że korzystające ze sprawdzonych przez lata rozwiązań. Electra Glide wywodzi swój rodowód z modelu FL, którego produkcję rozpoczęto w 1941 roku. Gdy po ośmiu latach produkcji (i znaczącym wpływie na ruchliwość amerykańskich wojsk podczas wyzwalania Europy) motocykl doczekał się hydraulicznego przedniego widelca, nazwę FL zmieniono na coś bardziej przystającego do sposobu, w jaki Harley poruszał się po drodze. Zmiana w komforcie była tak ogromna, że wybrano nazwę “Hydra-Glide” – czyli mniej-więcej “hydrauliczne szybowanie”.

Po kolejnych osiemnastu latach “Glide” doczekał się innowacji, która stworzyła jego dziesiejszą nazwę: tradycyjny nożny rozrusznik (tak, tak – dwucylindrowy silnik o pojemności 1300 cm3 uruchamiany był “z kopa”!) zastąpiono elektrycznym. Tak powstał Harley-Davidson Electra Glide. I od tamtej pory właściwie się nie zmienił aż do 2009 roku, gdy HD wprowadził do produkcji nowe ramy: sztywniejsze, lżejsze i o lepszej geometrii. Na szczęście z wyglądu motocykl wciąż był taki sam, no i jego podstawowe zalety nie uległy zmianie. To ogromny, bardzo wygodny cruiser, który pozwala właścicielowi odrzucić schematy: wystarczy znać punkt A, z którego się wyjeżdża, a B… B może być gdziekolwiek.

Motocykl, który poddaliśmy detailingowi to świetnie wyposażona Electra: jest radio z czterema głośnikami i elegancki wyświetlacz wielofunkcyny, jest nawet fabryczny zestaw głośnomówiący Bluetooth. Do napędu służy kolejna już generacja V-Twina o ogromnej pojemności 1.7 litra. 135 Nm momentu obrotowego pozwala wręcz katapultować duży motocykl ze startu stojącego, ale wszyscy wiemy, że w Harleyu nie o to chodzi. Ma stabilnie, luksusowo szybować z umiarkowaną prędkością, choć gdy trzeba, zachowuje się z gracją jakiej nie spodziewamy się po tak ciężkim motocyklu.

Detailing Electry nie był łatwy. W takim motocyklu widać wszystkie elementy jak na dłoni, a przy tym mają one skomplikowane kształty i niełatwo dotrzeć do każdej widocznej, ale ciasno zapakowanej części podlegającej detailingowi. Nietrudno zgadywać, że ożebrowanie cylindrów stanowiło spore wyzwanie, ale nie mniejszym było precyzyjne wyczyszczenie kół. Pracowaliśmy nad motocyklem nawet dłużej niż zwykle działamy przy samochodach – po prostu najlepszym sposobem na prawidłowe wyczyszczenie był często demontaż elementów.

Po kompleksowym detailingu i zabezpieczeniu powłoką kwarcową Hi-Mohs, Electra Glide może udać się na zimowy odpoczynek. Gdy pogoda pozwoli, już na wiosnę przyszłego roku charakterystycznie brzmiący Harley ruszy z właścicielem w stronę zachodzącego słońca…

Harley-Davidson Electra Glide Custom:

  • Detailing analogiczny z pakietem samochodowym G’zox Hi Mohs
  • Karoseria: powłoka kwarcowa G’zox Hi-Mohs Coat o twardości 7 w skali Mohsa
  • Czyszczenie i zabezpieczenie zacisków hamulców i układu wydechowego
  • Czyszczenie i zabezpieczenie kanapy Leather Clean&Coat
  • Koła / opony: powłoki G’zox Wheel Coat / G’zox Tire Coat
  • Lampy: powłoka G’zox BG Headlight Cleaner & Coat

Lancer Evolution X

Dziesięć razy Mitsubishi podchodziło do zrobienia samochodu doskonałego i dziesięć razy się udało. Nie ma zapewne innego auta, które łączyłoby w sobie cechy codziennego, normalnego samochodu z furiacką, bezkompromisową skutecznością – im gorsza nawierzchnia, tym lepiej. Jedyna dziś konkurencja w tej branży to Subaru. Historię relacji między markami wszyscy znamy – my nie będziemy nawet próbowali być arbitrami w tej konfrontacji.

Ten Lancer to dziesiąta ewolucja cywilnej wersji słynnej rajdówki. Rzeczywiście, w toku rozwoju tego modelu Evo przeszło wiele. Najpierw było patchworkiem napędu z większego modelu Galant VR4 oraz nadwozia cywilnego Lancera z dodanymi niemal bez ładu agresywnymi akcentami. Potem wszystko to dojrzewało i samochód coraz lepiej oddawał wyglądem cel, dla którego został skonstruowany. Apogeum tego rozwoju były bodaj wersje Evo V i VI – przypadające na koniec XX wieku, czasy gdy Lancer jeżdżący w rajdowej grupie A był godnym przeciwnikiem dla nowszej konkurencji budowanej już według specyfikacji WRC. Potem samochód łagodniał z wyglądu, pojawiły się plotki o tym, że jego koniec blisko (bo ekologia) a potem pojawiła się “Dziesiątka”. Dziś już wiemy, że to ostatnie Evo.

Lancer, który trafił do G’zox Polska na kompleksowy detailing to samochód balansujący między współczesnym komfortem a pierwotną agresją. Wygląd – inspirowany konstrukcjami lotniczymi – ma zdecydowanie rasowy. Uzupełnieniem fabrycznej stylizacji jest skrzydło sprowadzone aż z USA, a praktycznym dodatkiem są chlapacze Ralliartu. Choć daleko im do subtelnego uroku, są przydatnym dodatkiem w każdym Evo: znakomicie chronią nadwozie przed kamieniami wyrzucanymi spod kół.

Jednak o przydatności chlapaczy właściciele dowiadują się najczęściej w ten sposób, że obserwują spustoszenie, jakie sieją na karoseriach ich samochodów kamienie uderzające w lakier. W tym przypadku możemy mówić o sporym szczęściu: powłoka lakiernicza uchowała się w niemal nienaruszonym stanie, za to na karoserii odnaleźliśmy kilka wgnieceń, których pochodzenie było znacznie bardziej prozaiczne – brak ostrożności przy otwieraniu drzwi przez parkujących obok Lancera.

Dlatego zaraz po inicjującym detailing dekontaminacyjnym myciu zabraliśmy się za usuwanie wgniotek. Nie jest to łatwe. Skuteczne usuwanie wgnieceń graniczy z magią. Może się wydawać, że wystarczy zdjąć tapicerkę i wypchnąć poszycie od wewnątrz, żeby przywrócić pierwotny wygląd panelu nadwozia, ale nic bardziej błędnego. Wgniotkę usuwa się powoli: po pierwsze, żeby żeby nie uszkodzić lakieru. Po drugie – żeby przypadkiem nie przedobrzyć i nie zrobić z brzydkiego wgniecenia jeszcze brzydszego guza. Do usuwania wgniotek trzeba więc – oprócz niezbędnych narzędzi – dużego doświadczenia i bardzo wiele cierpliwości. Tym bardziej cieszy nas, że w G’zox Polska usuwanie wgniotek jest procedurą standardową. Nie boimy się go tak samo, jak nie boimy się mycia silnika czy pracy przy najtrudniejszych lakierach.

Po usunięciu wgnieceń i upewnieniu się, że karoseria jest dokładnie taka, jak wymyśliła ją fabryka, rozpoczęliśmy prace nad korektą lakieru. Usunęliśmy z Lancera wszelkie ślady użytkowania i mycia – aby dotrzeć do najdrobniejszych rys trzeba odpowiedno doświetlić pole pracy i tutaj niezbędnym narzędziem jest kilowatowy reflektor dający mocne, równomierne światło.

Standardową procedurą jest perfekcyjne czyszczenie i zabezpieczanie kół oraz zacisków hamulcowych. Brembo montowane w Lancerach znane są z tego, że ich lakier z czasem ciemnieje. To nie wada lakieru zacisku, a cecha wynikająca z dobieranych przez użytkowników, klocków o sportowej charakterystyce. W miarę zużywania się klocków, unoszący się z nich ciemny pył wtapia się w lakier rozgrzanego zacisku, co powoduje stopniową zmianę barwy elementu. Większość środków czyszczących nadaje się do usuwania świeżego osadu, jednak jest bezradna wobec starszych zabrudzeń. Kombinacja nieagresywnej chemii G’zox oraz wyuczonego w Japonii sposobu jej aplikacji pozwala nam przywrócić pierwotny kolor zacisku i zapewnić, że będzie się on znacznie mniej brudzić w przyszłości.

Sporo pracy poświęciliśmy na doprowadzenie do konkursowego stanu układu wydechowego w Mitsubishi. Dwie potężne rury wydechowe z nierdzewnej stali aż proszą się o wypolerowanie na błysk i zabezpieczenie przed zanieczyszczeniami. Wykorzystaliśmy doświadczenia z pracy nad Nissanem GT-R i teraz wydech w Lancerze jest znakomitą ozdobą tyłu samochodu.

Wnętrze Evo to miejsce pracy kierowcy – nie jest szczególnie wyrafinowane, tutaj funkcja przeważa nad formą. Ważne jednak, żeby spełniało swoje przeznaczenie w sposób możliwie najbardziej estetyczny: po głębokim wyczyszczeniu zabezpieczyliśmy plastiki wnętrza i zapewniliśmy, że w środek samochodu długo jeszcze będzie czysty i świeży.

Ostatnim szlifem, nadającym Lancerowi X doskonały wygląd, było nałożenie powłoki kwarcowej Hi-Mohs. To sposób na wyeliminowanie ryzyka drobnych uszkodzeń powłoki lakierniczej i zapewnienie, że po przejeździe błotnistego odcinka specjalnego – albo przez centrum miasta w złą pogodę – brud nie będzie osiadać na karoserii, a lakier wciąż będzie cechować się niezrównanym blaskiem i głębią koloru.

Mitsubishi Lancer Evolution X:

  • Pełny detailing z pakietu G’zox Hi Mohs
  • Karoseria: powłoka kwarcowa G’zox Hi-Mohs Coat o twardości 7 w skali Mohsa
  • Pielęgnacja wnętrza: czyszczenie i zabezpieczenie
  • Koła / opony: powłoki G’zox Wheel Coat / G’zox Tire Coat
  • Lampy: powłoka G’zox BG Headlight Cleaner & Coat
  • Szyby: powłoka G’zox HyperView
  • Układ wydechowy: czyszczenie, polerowanie, zabezpieczenie powłoką kwarcową
  • Usunięcie drobnych wgnieceń karoserii

Więcej zdjęć znajdziecie w galerii.