Październik 2014

Przed zimowym snem

Motoryzacja mocno trzyma się tradycji. Szczególnie gdy mówimy o pojazdach, które mają sprawiać przyjemność posiadaczowi, a nie być prostym mechanizmem do przemieszczania się między punktami A i B. Harley Davidson Electra Glide to przykład takiego właśnie mocno osadzonego w tradycji pojazdu. Do G’zox Polska motocykl trafił na detailing, który przygotuje go do zimowej przerwy między sezonami.

Na widok Harleya każdy powie, że to motocykl klasyczny. Amerykańska firma nie czaruje klientów technologicznymi nowinkami, nie wyciska z każdego centymetra sześciennego pojemności siódmych potów, nie eksperymentuje. Harley to urządzenie na wskroś tradycyjne – w tym sensie, że korzystające ze sprawdzonych przez lata rozwiązań. Electra Glide wywodzi swój rodowód z modelu FL, którego produkcję rozpoczęto w 1941 roku. Gdy po ośmiu latach produkcji (i znaczącym wpływie na ruchliwość amerykańskich wojsk podczas wyzwalania Europy) motocykl doczekał się hydraulicznego przedniego widelca, nazwę FL zmieniono na coś bardziej przystającego do sposobu, w jaki Harley poruszał się po drodze. Zmiana w komforcie była tak ogromna, że wybrano nazwę “Hydra-Glide” – czyli mniej-więcej “hydrauliczne szybowanie”.

Po kolejnych osiemnastu latach “Glide” doczekał się innowacji, która stworzyła jego dziesiejszą nazwę: tradycyjny nożny rozrusznik (tak, tak – dwucylindrowy silnik o pojemności 1300 cm3 uruchamiany był “z kopa”!) zastąpiono elektrycznym. Tak powstał Harley-Davidson Electra Glide. I od tamtej pory właściwie się nie zmienił aż do 2009 roku, gdy HD wprowadził do produkcji nowe ramy: sztywniejsze, lżejsze i o lepszej geometrii. Na szczęście z wyglądu motocykl wciąż był taki sam, no i jego podstawowe zalety nie uległy zmianie. To ogromny, bardzo wygodny cruiser, który pozwala właścicielowi odrzucić schematy: wystarczy znać punkt A, z którego się wyjeżdża, a B… B może być gdziekolwiek.

Motocykl, który poddaliśmy detailingowi to świetnie wyposażona Electra: jest radio z czterema głośnikami i elegancki wyświetlacz wielofunkcyny, jest nawet fabryczny zestaw głośnomówiący Bluetooth. Do napędu służy kolejna już generacja V-Twina o ogromnej pojemności 1.7 litra. 135 Nm momentu obrotowego pozwala wręcz katapultować duży motocykl ze startu stojącego, ale wszyscy wiemy, że w Harleyu nie o to chodzi. Ma stabilnie, luksusowo szybować z umiarkowaną prędkością, choć gdy trzeba, zachowuje się z gracją jakiej nie spodziewamy się po tak ciężkim motocyklu.

Detailing Electry nie był łatwy. W takim motocyklu widać wszystkie elementy jak na dłoni, a przy tym mają one skomplikowane kształty i niełatwo dotrzeć do każdej widocznej, ale ciasno zapakowanej części podlegającej detailingowi. Nietrudno zgadywać, że ożebrowanie cylindrów stanowiło spore wyzwanie, ale nie mniejszym było precyzyjne wyczyszczenie kół. Pracowaliśmy nad motocyklem nawet dłużej niż zwykle działamy przy samochodach – po prostu najlepszym sposobem na prawidłowe wyczyszczenie był często demontaż elementów.

Po kompleksowym detailingu i zabezpieczeniu powłoką kwarcową Hi-Mohs, Electra Glide może udać się na zimowy odpoczynek. Gdy pogoda pozwoli, już na wiosnę przyszłego roku charakterystycznie brzmiący Harley ruszy z właścicielem w stronę zachodzącego słońca…

Harley-Davidson Electra Glide Custom:

  • Detailing analogiczny z pakietem samochodowym G’zox Hi Mohs
  • Karoseria: powłoka kwarcowa G’zox Hi-Mohs Coat o twardości 7 w skali Mohsa
  • Czyszczenie i zabezpieczenie zacisków hamulców i układu wydechowego
  • Czyszczenie i zabezpieczenie kanapy Leather Clean&Coat
  • Koła / opony: powłoki G’zox Wheel Coat / G’zox Tire Coat
  • Lampy: powłoka G’zox BG Headlight Cleaner & Coat

Częste mycie skraca… czyżby?!

Mycie samochodu to najczęstsza czynność, jaką wykonuje się samodzielnie przy aucie. Czasami jedyna! Mało kto już sprawdza sobie olej w samochodzie, ale jeśli tylko mamy trochę miejsca i łatwy dostęp do wody, samodzielne umycie samochodu jest satysfakcjonującym i – co tu dużo mówić – miłym sposobem na spędzenie godziny przy pielęgnacji naszego ulubionego pojazdu.

Rzecz oczywiście w tym, żeby była to godzina spędzona pożytecznie. Mycie źle zaplanowane. prowadzone niewłaściwymi środkami to strata czasu i przyniesie więcej szkody niż pożytku. Zacznijmy więc od początku – od ustalenia, jakim sprzętem i środkami powinnien dysponować domorosły (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) fachowiec myjący swoje samochody.

img_06Dwa wiadra to podstawa dobrego mycia. To metoda, która obrosła już legendą i jeszcze niedawno uważana była za szczyt wyrafinowania. Prawda jest taka, że to po prostu logiczne i rozsądne rozwiązanie problemu, a nie nauka o rakietach kosmicznych. Do dwóch wiader wlewamy czystą wodę, a do jednego z nich dodatkowo szampon. W trakcie mycia gąbkę lub ewentualnie rękawicę płuczemy w wiadrze bez szamponu, potem zamaczamy w czystym roztworze szamponu i kontynuujemy mycie. Ot, żadna filozofia.

Do wiaderka z brudną wodą warto włożyć separator brudu – to specjalna kratka, która uniemożliwia unoszenie się piasku i zanieczyszczeń w wodzie, w której płuczemy gąbkę. Przydatne, choć nieobowiązkowe.

img_tips_02Znacznie ważniejsze jest to, czym będziemy nakładać szampon na samochód. I tu ważna rzecz – chcemy spowodować, aby na samochodzie szampon się pienił. To piana ma pracować z brudem, który osiadł na karoserii i go rozpuścić. Jeśli będziemy brud trzeć lub zastosujemy popularną rękawicę myjącą która sprawia że cała dłoń opiera się o myty fragment, ryzykujemy zarysowanie karoserii. Spienienie szamponu i korzystanie z delikatnej, dedykowanej gąbki jest znacznie bezpieczniejsze. W G’zox Auto Detailing, tak samo jak na naszej myjni samochodowej G’zox, korzystamy ze specjalnych gąbek Soft99 “Creamy Soft Sponge”. Mają one trzywarstwową budowę. Zewnętrzna warstwa ma twardość specjalnie wyliczoną dla optymalnego usuwania brudu bez rysowania karoserii. Specjalne zawirowania gąbki zasysają brud, aby nie drapał lakieru podczas mycia. Wewnętrzna warstwa sprawia, że szampon doskonale się pieni i może pracować na lakierze samochodu, wystarczy kilka razy ścisnąć gąbkę i natychmiast tworzy się gęsta, delikatna piana. trzecia warstwa jest nieco sztywniejsza i zapewnia dobre trzymanie gąbki bez męczenia dłoni.

Wreszcie to, co budzi najwięcej kontrowersji: szampon. W handlu dostępnych jest mnóstwo specyfików myjących o ogromnej rozpiętości cen. Zanim kupimy szampon do samochodu, sprawdźmy raczej co w nim jest. A bywają składniki przerażające: żrące alkaloidy (pół biedy, że producenci takich szamponów ostrzegają, że należy używać rękawic ochronnych) niszczące i lakier, agresywne detergenty, które powodują jego szybkie matowienie, “uszlachetniające” domieszki nabłyszczające, będące w istocie rzeczy trującymi polimerami. Nie można im odmówić doraźnej skuteczności, są jednak po prostu szkodliwe i to nie tylko dla samochodu, ale również dla środowiska. Nie bez przyczyny operujące nawet umiarkowanie agresywną chemią samoobsługowe myjnie poddawane są skrupulatnej kontroli przez służby ochrony środowiska, muszą być wyposażone w separatory i neutralizatory stosowanych chemikaliów.

W naszej pracy korzystamy ze środkow G’zox i Soft99 których skład regulowany jest przez wyjątkowo restrykcyjne japońskie normy. Mają one przy tym całkowicie neutralne pH – nie są ani kwasami ani zasadami – przez co nie wchodzą w chemiczną reakcję z lakierem. W efekcie – lakier samochodu mytego naszymi szamponami nie matowieje w kontakcie ze środkiem myjącym. Miłym ubocznym efektem jest to, że po myciu samochodu nie mamy wysuszonych, zniszczonych dłoni. Ulubionym naszym szamponem jest Smooth Egg – szczególnie polecana do samochodów, które mają już powłokę kwarcową, ale do domowych zastosowań świetnie sprawdzi się Creamy Soft w litrowym opakowaniu.

img_03Jak myć? To chyba nawet prostsze niż wybór narzędzi. Zacznijmy od kół – są przeważnie bardzo brudne, więc warto mieć do nich osobne narzędzie (tutaj sprawdza się rękawica a czasem wręcz szczotka) Potem myjemy pojedyncze duże panele karoserii, zaczynając od góry. Najpierw dach, potem maskę i tylną klapę. W tym miejscu warto zając się szybami i potem lampami, a przechodząc na drzwi i błotniki bardzo starannie płukać gąbkę – będzie się teraz na niej zbierać dużo brudu. Kończymy na progach. Ważne jest, aby zakończyć pracę nad jednym elementem (poza suszeniem) przed rozpoczęciem kolejnego a pracować na tyle szybko, żeby woda nie zaczęła wysychać. W praktyce kompletne umycie samochodu z zewnątrz zajmuje img_04przy dobrym przygotowaniu raptem kilkanaście minut. Oczywiście można sobie pomagać – myjka ciśnieniowa spłucze wierzchnią warstwę brudu i nawilży karoserię do właściwego mycia, jest też nieoceniona przy pracy z felgami. Trzeba jednak powstrzymać się od używania jej jako narzędzia do odrywania zaschniętych muszek czy ptasich odchodów. Lakier nie wybaczy nam siły, z jaką woda z myjki uderza w karoserię. Myjka może też się przydać do spłukania samochodu na koniec mycia, choć tradycjonaliści używają do tego osobnej gąbki i trzeciego wiadra wody.

img_10Gdy na samochodzie nie ma już piany i spływa zeń czysta woda, można go wysuszyć. Oczywiście nie na słońcu! W ogóle mycie należy przeprowadzać w miejscach raczej zacienionych. Do suszenia samochodu wykorzystujemy szmatki z mikrofibry. Trik polega na tym, że nie wolno taką szmatką wycierać samochodu jakby to były płytki podłogowe!  Starannie rozkładamy ją na fragmencie nadwozia, czekamy kilka sekund aż nasiąknie wodą a następnie jednym ruchem, trzymając za dwa narożniki, przeciągamy w dół. Teraz trzeba ją starannie wyżąć aby była prawie sucha i powtórzyć czynności na następnym fragmencie karoserii. W ten sposób unikamy tworzenia typowych dla “myjni ręcznych” kolistych mikrozarysowań lakieru.

W ten sposób, za pomocą 20 litrów wody, jednej gąbki, jednego szamponu, jednej szmatki i własnej staranności doprowadziliśmy samochód do czystości z zewnątrz. Jeśli chcecie, teraz jest czas na użycie środków do pielęgnacji plastików, którymi przywrócicie żywy kolor czarnym elementom karoserii. Efektownie dopełni mycia również zaczerniający środek do pielęgnacji opon.

Zawsze pełna widoczność

Gdy pada deszcz, kierowca ma tylko jedno wyjście. Włączyć wycieraczki. Zwykle, nawet gdy mocno pada, pomagają usuwając wodę z przedniej i tylnej szyby. Z bocznymi i lusterkami musimy sobie jakoś radzić sami.

Pół biedy, jeśli lusterka są podgrzewane – włączenie tej funkcji przyspieszy znikanie wody, choć nieuchronnie spowoduje pozostawienie brzydkiego osadu na szkle. Ale bez podgrzewanych lusterek kierowca jeżdżący jesienią jest skazany na duże ograniczenie widoczności. W tym przypadku wiedza detailingowa przychodzi z pomocą nie estetyce, a bezpieczeństwu.

Powłoki kwarcowe są doskonale przeźroczyste a ich właściwości odpychania wody nie mają sobie równych. Znane z karoserii pokrytych powłoką kwarcową kropelkowanie działa przecież również na szkle. Pojawia się więc możliwość interesującego zastosowania powłoki – aby powodowała, że woda spływa bez śladu z szyb i lusterek.

Jednak nie jest to takie proste. Dwa czynniki znacząco utrudniają samodzielne, codzienne stosowanie powłoki kwarcowej na szyby. Po pierwsze: powłoka kwarcowa wymaga fachowego nakładania w sterylnych warunkach salonu detailingowego. Tego nie da się zrobić w garażu. Po drugie: dobra powłoka kwarcowa jest droga. Niewiele osób zdecyduje się na otwarcie drogocennej buteleczki z powłoką tylko po to, żeby pokryć nią szyby. W przypadku pełnego detailingu, kiedy pokrywamy wszystkie szyby powłoką HyperView nie jest to aż taki kłopot, ale dla samych lusterek?

G’zox ma rozwiązanie, które eliminuje te problemy. Firma-matka G’zoxa, Soft99, wymyśliła specjalne powłoki do samodzielnego stosowania na szybach i lusterkach. Sprzedawane pod marką Glaco (Japończycy mówią: “Gala-ko!”) pozwalają na bardzo szybkie nałożenie warstwy uniemożliwiającej osadzanie się wody a przy tym jest wyjątkowo korzystne cenowo.

Aplikacja jest bardzo prosta – na czystą (ważne!) szybę, może być świeżo umyta i spłukana, nakłada się warstwę powłoki za pomocą specjalnego aplikatora lub rozpyla środek z butelki ze sprayem. Potem wystarczy przetrzeć do sucha szmatką i woda już się szkła nie ima.

Efekt jest zdumiewający – w naszych testach, podczas jazdy z prędkością 40 km/h i więcej w rzęsistym deszczu nie trzeba było w ogóle używać wycieraczek! Pęd powietrza zdmuchuje wodę z szyby przez co widoczność jest znakomita.

Szczególnie warto polecić Glaco posiadaczom samochodów z bardzo dużymi, zakrzywionymi przednimi szybami – wycieraczki pozostawiają na nich bowiem podczas pracy cieniutką warstwę wody, która załamuje światło i powoduje nieprzyjemne odbicia, zmniejszające widoczność. Szczególnie daje się to we znaki nocą, gdy samochody jadące z naprzeciwka świecą lampami prosto w szybę.

Glaco występuje w dwóch rodzajach – w formulacji do szyb (według japońskich oznaczeń to Glaco 45 km/h, od tej prędkości nie trzeba włączać wycieraczek przedniej szyby) oraz w specjalnej wersji do lusterek “0 km/h”. W tym przypadku woda po prostu odbija się od szkła lusterka, ale powłoka ma nieco mniejszą trwałość. Oba produkty utrzymują się jednak na szkle przez minimum 14 dni po aplikacji, a zapas w opakowaniu starcza na cały sezon jesienno – zimowy.

Stosujemy Glaco na wszystkich naszych samochodach, bo to po prostu ułatwia życie i znacząco podnosi bezpieczeństwo za bardzo niewielkie pieniądze. Do tego stopnia, że jadąc w deszczu samochodem, który nie ma powłoki Glaco na szybach mamy wrażenie, że coś nam się stało ze wzrokiem…

Produkty Glaco dostępne są w ofercie naszego sklepu Soft99.

Lancer Evolution X

Dziesięć razy Mitsubishi podchodziło do zrobienia samochodu doskonałego i dziesięć razy się udało. Nie ma zapewne innego auta, które łączyłoby w sobie cechy codziennego, normalnego samochodu z furiacką, bezkompromisową skutecznością – im gorsza nawierzchnia, tym lepiej. Jedyna dziś konkurencja w tej branży to Subaru. Historię relacji między markami wszyscy znamy – my nie będziemy nawet próbowali być arbitrami w tej konfrontacji.

Ten Lancer to dziesiąta ewolucja cywilnej wersji słynnej rajdówki. Rzeczywiście, w toku rozwoju tego modelu Evo przeszło wiele. Najpierw było patchworkiem napędu z większego modelu Galant VR4 oraz nadwozia cywilnego Lancera z dodanymi niemal bez ładu agresywnymi akcentami. Potem wszystko to dojrzewało i samochód coraz lepiej oddawał wyglądem cel, dla którego został skonstruowany. Apogeum tego rozwoju były bodaj wersje Evo V i VI – przypadające na koniec XX wieku, czasy gdy Lancer jeżdżący w rajdowej grupie A był godnym przeciwnikiem dla nowszej konkurencji budowanej już według specyfikacji WRC. Potem samochód łagodniał z wyglądu, pojawiły się plotki o tym, że jego koniec blisko (bo ekologia) a potem pojawiła się “Dziesiątka”. Dziś już wiemy, że to ostatnie Evo.

Lancer, który trafił do G’zox Polska na kompleksowy detailing to samochód balansujący między współczesnym komfortem a pierwotną agresją. Wygląd – inspirowany konstrukcjami lotniczymi – ma zdecydowanie rasowy. Uzupełnieniem fabrycznej stylizacji jest skrzydło sprowadzone aż z USA, a praktycznym dodatkiem są chlapacze Ralliartu. Choć daleko im do subtelnego uroku, są przydatnym dodatkiem w każdym Evo: znakomicie chronią nadwozie przed kamieniami wyrzucanymi spod kół.

Jednak o przydatności chlapaczy właściciele dowiadują się najczęściej w ten sposób, że obserwują spustoszenie, jakie sieją na karoseriach ich samochodów kamienie uderzające w lakier. W tym przypadku możemy mówić o sporym szczęściu: powłoka lakiernicza uchowała się w niemal nienaruszonym stanie, za to na karoserii odnaleźliśmy kilka wgnieceń, których pochodzenie było znacznie bardziej prozaiczne – brak ostrożności przy otwieraniu drzwi przez parkujących obok Lancera.

Dlatego zaraz po inicjującym detailing dekontaminacyjnym myciu zabraliśmy się za usuwanie wgniotek. Nie jest to łatwe. Skuteczne usuwanie wgnieceń graniczy z magią. Może się wydawać, że wystarczy zdjąć tapicerkę i wypchnąć poszycie od wewnątrz, żeby przywrócić pierwotny wygląd panelu nadwozia, ale nic bardziej błędnego. Wgniotkę usuwa się powoli: po pierwsze, żeby żeby nie uszkodzić lakieru. Po drugie – żeby przypadkiem nie przedobrzyć i nie zrobić z brzydkiego wgniecenia jeszcze brzydszego guza. Do usuwania wgniotek trzeba więc – oprócz niezbędnych narzędzi – dużego doświadczenia i bardzo wiele cierpliwości. Tym bardziej cieszy nas, że w G’zox Polska usuwanie wgniotek jest procedurą standardową. Nie boimy się go tak samo, jak nie boimy się mycia silnika czy pracy przy najtrudniejszych lakierach.

Po usunięciu wgnieceń i upewnieniu się, że karoseria jest dokładnie taka, jak wymyśliła ją fabryka, rozpoczęliśmy prace nad korektą lakieru. Usunęliśmy z Lancera wszelkie ślady użytkowania i mycia – aby dotrzeć do najdrobniejszych rys trzeba odpowiedno doświetlić pole pracy i tutaj niezbędnym narzędziem jest kilowatowy reflektor dający mocne, równomierne światło.

Standardową procedurą jest perfekcyjne czyszczenie i zabezpieczanie kół oraz zacisków hamulcowych. Brembo montowane w Lancerach znane są z tego, że ich lakier z czasem ciemnieje. To nie wada lakieru zacisku, a cecha wynikająca z dobieranych przez użytkowników, klocków o sportowej charakterystyce. W miarę zużywania się klocków, unoszący się z nich ciemny pył wtapia się w lakier rozgrzanego zacisku, co powoduje stopniową zmianę barwy elementu. Większość środków czyszczących nadaje się do usuwania świeżego osadu, jednak jest bezradna wobec starszych zabrudzeń. Kombinacja nieagresywnej chemii G’zox oraz wyuczonego w Japonii sposobu jej aplikacji pozwala nam przywrócić pierwotny kolor zacisku i zapewnić, że będzie się on znacznie mniej brudzić w przyszłości.

Sporo pracy poświęciliśmy na doprowadzenie do konkursowego stanu układu wydechowego w Mitsubishi. Dwie potężne rury wydechowe z nierdzewnej stali aż proszą się o wypolerowanie na błysk i zabezpieczenie przed zanieczyszczeniami. Wykorzystaliśmy doświadczenia z pracy nad Nissanem GT-R i teraz wydech w Lancerze jest znakomitą ozdobą tyłu samochodu.

Wnętrze Evo to miejsce pracy kierowcy – nie jest szczególnie wyrafinowane, tutaj funkcja przeważa nad formą. Ważne jednak, żeby spełniało swoje przeznaczenie w sposób możliwie najbardziej estetyczny: po głębokim wyczyszczeniu zabezpieczyliśmy plastiki wnętrza i zapewniliśmy, że w środek samochodu długo jeszcze będzie czysty i świeży.

Ostatnim szlifem, nadającym Lancerowi X doskonały wygląd, było nałożenie powłoki kwarcowej Hi-Mohs. To sposób na wyeliminowanie ryzyka drobnych uszkodzeń powłoki lakierniczej i zapewnienie, że po przejeździe błotnistego odcinka specjalnego – albo przez centrum miasta w złą pogodę – brud nie będzie osiadać na karoserii, a lakier wciąż będzie cechować się niezrównanym blaskiem i głębią koloru.

Mitsubishi Lancer Evolution X:

  • Pełny detailing z pakietu G’zox Hi Mohs
  • Karoseria: powłoka kwarcowa G’zox Hi-Mohs Coat o twardości 7 w skali Mohsa
  • Pielęgnacja wnętrza: czyszczenie i zabezpieczenie
  • Koła / opony: powłoki G’zox Wheel Coat / G’zox Tire Coat
  • Lampy: powłoka G’zox BG Headlight Cleaner & Coat
  • Szyby: powłoka G’zox HyperView
  • Układ wydechowy: czyszczenie, polerowanie, zabezpieczenie powłoką kwarcową
  • Usunięcie drobnych wgnieceń karoserii

Więcej zdjęć znajdziecie w galerii.

Lotus Elise S

Brytyjczycy mają to do siebie, że jeśli coś działa, to na pewno nic nie będą zmieniać. Doświadczyliśmy tego, gdy pojawił się w naszej centrali trójkołowy Morgan, a dziś prezentujemy kolejny projekt detailingowy którego bohaterem jest samochód z Wielkiej Brytanii. Nie aż tak retro jak Morgan – to raczej konstrukcja, która okazała się tak dobra, że zasadniczo nie było sensu za wiele w niej przez ostatnie 20 lat zmieniać.

Lotus Elise został zaprojektowany w 1994 roku zgodnie z nieśmiertelnymi wytycznymi założyciela firmy, Colina Chapmana: uprościć i uczynić lżejszym. Konstrukcja była rzeczywiście prościutka: tłoczone profile aluminiowe tworzą ramę, do której mocuje się elementy układu napędowego, zawieszenia, a z zewnątrz plastikowe poszycie. Dzięki tej prostocie rama jest do dziś bazą dla całej oferty Lotusa, od najprostszej Elise, przez jej ostrzejszą wersję coupé – Exige – aż po umiarkowanie luksusową Evorę z doładowanym kompresorem 3,5-litrowym silnikiem V6.

Elise S, która trafiła do centrum detailingu G’zox Polska to szybki samochód, którego naturalnym środowiskiem jest kręty tor wyścigowy albo wijąca się serpentynami górska trasa. Mocny silnik z kompresorem, fantastyczny układ kierowniczy i masa poniżej tony dają mnóstwo satysfakcji z jazdy. Ale charakterystyczny kształt Elise aż prosi się po zabawach o przywrócenie idealnego stanu. Szczególnie partie boków samochodu. Dlaczego?

To zjawisko, które można zniwelować lub zupełnie wyeliminować stosując powłoki kwarcowe. Dość często zdarza się w przypadku samochodów z silnikiem umieszczonym centralnie lub z tyłu – progi auta są mocno narażone na uszkodzenia i zabrudzenia. Wynika to z faktu, że ogromna większość samochodów z takim układem napędowym ma znacznie mniejszy rozstaw kół przedniej osi od rozstawu kół osi tylnej. To oczywiste z punktu widzenia aerodynamiki i zapewnienia klinowatego kształtu samochodu. To, co dobre dla aero jest jednak groźne dla karoserii. Rozszerzające się progi i nadmuchane tylne błotniki narażone są na brud i kamienie wylatujące spod przednich kół. Pół biedy, jeśli to tylko błoto, ale jeżeli trafi się jakiś kamień, to nieszczęście gotowe. W przypadku samochodów używanych intensywnie może nawet dojść do wytarcia lakieru przez piasek uderzający w boki auta. Tego na pewno nie chcemy.

Lotus był na szczęście tylko brudny na progach i drzwiach. Idealnie do jego zabezpieczenia nadaje się kwarcowa powłoka Hi-Mohs, ale przed jej nałożeniem jest jeszcze dodatkowa przeszkoda: Lotus ma plastikową karoserię, a to oznacza że standardowe metody wygładzania lakieru przed nałożeniem powłoki mogą spowodować więcej szkody niż pożytku. Na szczęście na to jesteśmy też przygotowani. Metaliczny, szary lakier Lotusa uzyskał szklaną gładkość a zabezpieczenie powłoką Hi-Mohs zapewnia, że progi i drzwi będą bezpieczne a usuwanie brudu sprowadzi się do spłukania go wodą i osuszenia szmatką.
Ten świetny torowy samochód powoli kieruje się do garażu, w którym przeczeka zimę. W przyszłym sezonie będzie służyć znów jako weekendowa zabawka do dynamicznej, aktywnej jazdy.

Lotus Elise S:

  • Całkowity detailing z pakietu G’zox Hi Mohs
  • Karoseria: powłoka kwarcowa G’zox Hi-Mohs Coat o twardości 7 w skali Mohsa
  • Koła / opony: powłoki G’zox Wheel Coat / G’zox Tire Coat
  • Lampy: powłoka G’zox BG Headlight Cleaner & Coat
  • Szyby: powłoka G’zox HyperView