Żelazo na felgach

Ależ ci projektanci szaleją z kołami!

Pamiętam jeszcze czasy, w których założenie do samochodu felgi 17″ było symbolem zaawansowanego tuningu auta. 17″ to był rozmiar wyczynowy, a w nieustającej wojnie Evo kontra Impreza, jaką prowadziliśmy wraz z liczną grupą kolegów jeszcze głęboko w XX wieku, to Evo miało seryjnie 17-calowe koła, więc my od Subaru za punkt honoru stawialiśmy sobie montowanie siedemnastek do Imprez. Oczywiście komfort jazdy z „ledwo-ledwo” zmieniał się na „nieakceptowalne dla normalnego człowieka”, ale nikomu to nie przeszkadzało. Wtedy.

Przewijam do 2010 i przypominam sobie, że mój wyprodukowany w tym roku Range Rover miał „gigantyczne” (yeah, right), dwudziestocalowe koła. Wykpiwane przez posiadaczy „prawdziwych terenówek”, radziły sobie poza asfaltem całkiem nieźle, szczególnie z agresywnym bieżnikiem Nitto TerraGrapler.

A teraz mamy 2018 i dopiero zauważyłem, że 20″ to seryjny (!) rozmiar koła nawet w podstawowej (!!!) wersji Renault Scenica. Vana dla rodzin z przedmieść. Obłęd.

Naprawdę, do Scenica kładą teraz dwudziestkę w standardzie. Wprawdzie jest wąska i montuje się na niej oponę o szerokości raptem 195, ale fakt pozostaje faktem – to kawał felgi jak na kompaktowego vana, a powiększanie kół to trend, który jest już stały na rynku. Co natychmiast wywołuje nieuchronne pytanie: jak czyścić tak ogromną felgę, żeby jej nie zniszczyć?

Żeby dobrze wyczyścić felgi, trzeba przede wszystkim wiedzieć co ją brudzi. Błoto? Jasne, ale do usunięcia błota wystarczy strumień wody z myjki, odrobina szamponu i gąbka. Gorzej jednak z osadami, które nie są błotem, a są znacznie trudniejsze w usuwaniu. Mowa o związkach żelaza, które trafiają na felgi z klocków hamulcowych.

Oczywiście wiesz, że klocki hamulcowe zużywając się wydzielają pył, osadzający się na kołach. Ten pył to właśnie związki żelaza, które na feldze trafiają na znakomite warunki do siania zniszczenia. Dlaczego?
Otóż podczas jazdy, a szczególnie podczas hamowania felga jest całkiem ciepła, bywa że wręcz gorąca w dotyku. Nie tylko od rozgrzanej toczeniem opony, ale przede wszystkim dlatego, że felga służy do rozpraszania ciepła generowanego przez łożyska kół podczas jazdy oraz tarcze hamulcowe podczas hamowania. Wyobraź sobie teraz, że jest lekko wilgotno, jedziesz dłuższą trasę hamując co kilkaset metrów przed zakrętami, krople wody i pył z klocków trafiają na felgi (zawsze w tych najmniej dostępnych miejscach, #najgorzej), woda odparowuje, ale pył zostaje na kole, delikatnie wżarty w lakier pokrywający felgę. I potem cykl się powtarza, a gdy ruszysz z czyszczeniem, ten brud nie tylko nie chce zejść – bo w końcu, jeśli przyłożysz się bardzo, to prawie cały zejdzie – tylko stanie się to razem z warstwą klaru chroniącego aluminium przed czynnikami zewnętrznymi. A to, co wżarło się w materiał felgi nie zejdzie już nigdy. Pozostawianie tych czarnych śladów na felgach to najlepszy sposób na pozbycie się felg.
Dlatego trzeba innego sposobu na usuwanie pyłu żelazowego, który nie tylko psuje estetykę, ale może doprowadzić wręcz do porowacenia i osłabienia materiału felgi aluminiowej.

Enter: deironizacja

Sprytny pomysł to usunięcie żelaza drogą chemiczną – czyli po prostu wywołanie reakcji, która spowoduje, że żelazo zwiąże się z czymś, co łatwiej będzie usunąć klasycznymi metodami. Sposobów jest sporo – stosuje się najczęściej środki zawierające kwasy, które reagują z tlenkiem żelaza (to mniej popularna nazwa rdzy, tak swoją drogą) i pozwalają spłukać powstałą zawiesinę. Problem w tym, że wprawdzie gorzej lub lepiej rozwiązują kwestię żelaza, ale przy okazji pięknie żrą również materiał felgi. Dzięki nim wprawdzie udaje się usunąć zapieczony pył z kół, ale spod spodu wyziera nagi metal i zupełnie nie wygląda na aluminium, bo kwas je utlenił, więc na kole pojawia ci się biały, brzydki placek.
W detailingu G’zox używamy do usuwania związków żelaza produktu, który jest dostępny dla każdego w sklepie Soft99 – Iron Terminatora. To zupełnie nowy środek, który zaprojektowano od początku zgodnie z filozofią Soft99 – ma mieć neutralne pH i być przyjazny dla środowiska a przy tym niezrównanie skuteczny i bezpieczny dla samochodu. I jest, inaczej byśmy go nie używali.

Iron Terminator

Iron Terminator

Iron Terminatorem spryskujemy felgę oczyszczoną wstępnie z błota i pozostawiamy na kilka minut. Jeśli nie masz w tym czasie nic innego do roboty przy samochodzie, możesz podziwiać efekt działania w postaci charakterystycznego „krwawienia” – im bardziej czerwony robi się płyn, tym więcej żelaza udało się przechwycić z felgi. Jeśli koło nie było zadbane wcześniej, przydaje się gruby, okrągły pędzel, wtedy po spłukaniu po pierwszym myciu drugie możesz wykonać bardziej szczegółowo, rozprowadzając środek pędzlem. Przy tym nie ma się co obawiać o ręce, bo Iron Terminator jest dla nich nieszkodliwy, nie trzeba więc rękawic ani nadzwyczajnych środków ostrożności. Niektóre produkty do felg wymagają wręcz maseczki na twarz, bo są tak drażniące drogi oddechowe, że ciężko ich używać w garażu…
Neutralność i skuteczność Iron Terminatora ma dodatkowy plus – nie ma znaczenia czy felga na której pracujesz jest polerowana, lakierowana czy chromowana, środek jest równie skuteczny i równie bezpieczny dla każdego rodzaju wykończenia koła.
A gdy już ten pierwszy raz wyczyścisz felgi tak, że będą wyglądać jak nowe, przyjemnym zaskoczeniem będzie inna cecha Iron Terminatora – dzięki składowi, ułatwia on łatwą późniejszą pielęgnację kół. Po tygodniu – dwóch wystarczy, że przed zwykłym myciem spryskasz koła Terminatorem, odczekasz 2-3 minuty i potem już spłuczesz. Bo Iron Terminator działa również przez czas pomiędzy myciami 🙂

 

Przewaga Glaco

Rozmawiałem ostatnio z przyjacielem, który spędził spory kawałek życia pracując przy sportowych samochodach z najwyższej półki. Takich prawdziwych „sportowych” – przez lata serwisował kilkanaście aut WRC, miał swój udział w jednym z projektów LMP jeżdżących w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Wyjawił mi pewien sekret branży: otóż od kilkunastu już lat nieaktualna jest obiegowa opinia, że rozwiązania ze sportu samochodowego przechodzą do „cywilnej” motoryzacji. Zasadniczo jest raczej odwrotnie. Wynika to z przepisów motorsportu, ale również ze zwykłej kalkulacji kosztów badań i rozwoju. Sport motorowy i tak jest koszmarnie drogi, niech seryjna produkcja płaci za innowacje.

Wracając z tego spotkania zastanawiałem się, czy znalazłbym argument przeciw jego tezie. I gdyby nie zbieg okoliczności, pewnie bym nie wpadł na właściwy pomysł. Jednak widok jadącego przede mną samochodu, którego kierowca prowadził nierówną walkę z zachlapaną deszczem i błotem szybą przypomniał mi obrazek znany pewnie każdemu miłośnikowi sportu samochodowego – Toyotę Celicę przebijającą się przez błota Kenii do zwycięstwa w rajdzie Safari w 1993 roku. Znacie? To zobaczcie jeszcze raz.

 

Czytaj dalej

Skoda Superb

Parę lat temu słowa “reprezentacyjna Skoda” można było traktować jako żart, ale w Mlada Boleslav nikomu nie było do śmiechu. Pierwsza generacja współczesnego Superba (jego nazwa nawiązuje do modelu, który produkowano między 1934 a 1949 rokiem) pojawiła się na rynku w 2001 r. i była zaskoczeniem dla konkurencji. Nikt nie oferował tak dużego samochodu o tak nowoczesnej i sprawdzonej technice za tak sensowne pieniądze. Nawet właściciel Skody, czyli grupa VW, zaczęła niepokoić się o sprzedaż Passata…

Druga generacja Superba wprowadziła do rozgrywki nowe argumenty: Superb II jest bowiem dostępny nie tylko jako sedan (o tym za chwilę) ale również jako kombi. Obie wersje mają niewiarygodnie przestronne wnętrze, ale ogromny, 590-litrowy bagażnik sedana przyćmiewany jest przez 633-litrowy “kufer” w kombi oferuje 1836 litrów pojemności bagażowej, co po polsku oznacza: można na wakacje zabrać pół domu ze sobą.

Superb w aktualnej wersji wprowadził na rynek dwie istotne nowości. Pierwsza z nich to powód, dla którego słowo “sedan” umieszcza się przy nim w cudzysłowie. Sprytnie skonstruowana tylna klapa otwierać się może tak jak w sedanie (czyli w trójbryłowym nadwoziu), ale wystarczy użyć drugiego przycisku otwierania ukrytego przy tylnej tablicy rejestracyjnej i Superb staje się liftbackiem – otwiera się cała wielka klapa bagażnika łącznie z szybą. Do tej pory nikt takiego rozwiązania nie stosował. Nieśmiałą próbę wykonało Isuzu, które próbowało kiedyś sprzedawać model Gemini, wyglądający jak sedan, ale otwierający bagażnik razem z tylną szybą. Patent Skody jest w tym przypadku o wiele bardziej funkcjonalny. Drugi ciekawy element, pozornie drobiazg, to możliwość płaskiego położenia oparcia przedniego fotela pasażera. Dzięki temu siedzący na tylnej kanapie (i tak cieszący się przestrzenią jaką trudno osiągnąć nawet w Mercedesach najwyższej klasy) mogą wygodnie uciąć sobie drzemkę w pozycji niemalże leżącej.

Nie ma się co dziwić, że przy atrakcyjnie skalkulowanej cenie Superb II jest hitem sprzedaży. Co ciekawe, samochód zdobył sobie zaufanie jednej z najbardziej ostrożnych grup nabywców, jaką są… władze państwowe i samorządowe. Dzięki kombinacji ceny i walorów Superb jest chętnie wybierany jako samochód służbowy burmistrzów i prezydentów miast, poruszają się nimi ministrowie i wojewodowie. W takim przypadku trudno mówić o nierozważnym zakupie. Równie chętnie jednak Superb wybierany jest przez managerów: oferuje znakomity komfort, niezłe osiągi, wysokiej klasy wyposażenie i bardzo solidną technikę za dobrze skalkulowaną cenę. Każdy kto odnosi sukces dzięki liczeniu wydatkowanych pieniędzy uzna Superba za bardzo rozsądną ofertę. W tajemnicy możemy powiedzieć, że z punktu widzenia ochrony inwestycji jeszcze rozsądniej jest kupić Superba i od razu poddać go detailingowi i kwarcowemu zabezpieczeniu lakieru…

Prezentowany tutaj (i szerzej w galerii) Superb ma odważną kombinację kolorystyczną „white on white”. Jasne wnętrze świetnie współgra z białym kolorem karoserii, jednak ta kombinacja wymaga stałego utrzymywania samochodu w nieskazitelnej czystości, aby osiągać zaplanowany efekt. Przez to na początku skupiliśmy się na doprowadzeniu wnętrza do perfekcji a następnie zabezpieczeniu jego stanu. Dopiero po uzyskaniu zadowalającego efektu w środku zabraliśmy się za karoserię. Biały lakier nie ułatwia zadania jeśli chodzi o wydobycie na widok w świetle dziennym bryły samochodu, jednak po przygotowaniu lakieru i nałożeniu powłoki kwarcowej zaczęły być widoczne detale i przetłoczenia nadwozia Skody. Jej masywna sylwetka odbijając światło stała się lżejsza i optycznie unosi się nad asfaltem. Przy tym – pokrycie karoserii powłoką kwarcową znacząco zmniejszy częstotliwość mycia, a to oznacza z kolei że zaplanowany przez właściciela efekt sterylnej czystości będzie utrzymywać się długo.

Co ważne – ten samochód jest dowodem, że prawdziwy, najwyższej klasy detailing nie jest zarezerwowany wyłącznie dla egzotycznych marek i aut o siedmiocyfrowych cenach. To auto przeznaczone do codziennej jazdy i pracy, które ma jednak sprawiać przyjemność z normalnego użytkowania.
Škoda Superb II

  • Kompletny detailing, w tym mycie silnika (pakiet G’zox Hi Mohs)
  • Karoseria: powłoka kwarcowa G’zox Hi-Mohs Coat o twardości 7 w skali Mohsa
  • Pielęgnacja wnętrza: czyszczenie i zabezpieczenie, G’zox LeatherFine
  • Koła / opony: powłoki G’zox Wheel Coat / G’zox Tire Coat
  • Lampy: powłoka G’zox BG Headlight Cleaner & Coat
  • Szyby: powłoka G’zox HyperView

Przed zimowym snem

Motoryzacja mocno trzyma się tradycji. Szczególnie gdy mówimy o pojazdach, które mają sprawiać przyjemność posiadaczowi, a nie być prostym mechanizmem do przemieszczania się między punktami A i B. Harley Davidson Electra Glide to przykład takiego właśnie mocno osadzonego w tradycji pojazdu. Do G’zox Polska motocykl trafił na detailing, który przygotuje go do zimowej przerwy między sezonami.

Na widok Harleya każdy powie, że to motocykl klasyczny. Amerykańska firma nie czaruje klientów technologicznymi nowinkami, nie wyciska z każdego centymetra sześciennego pojemności siódmych potów, nie eksperymentuje. Harley to urządzenie na wskroś tradycyjne – w tym sensie, że korzystające ze sprawdzonych przez lata rozwiązań. Electra Glide wywodzi swój rodowód z modelu FL, którego produkcję rozpoczęto w 1941 roku. Gdy po ośmiu latach produkcji (i znaczącym wpływie na ruchliwość amerykańskich wojsk podczas wyzwalania Europy) motocykl doczekał się hydraulicznego przedniego widelca, nazwę FL zmieniono na coś bardziej przystającego do sposobu, w jaki Harley poruszał się po drodze. Zmiana w komforcie była tak ogromna, że wybrano nazwę “Hydra-Glide” – czyli mniej-więcej “hydrauliczne szybowanie”.

Po kolejnych osiemnastu latach “Glide” doczekał się innowacji, która stworzyła jego dziesiejszą nazwę: tradycyjny nożny rozrusznik (tak, tak – dwucylindrowy silnik o pojemności 1300 cm3 uruchamiany był “z kopa”!) zastąpiono elektrycznym. Tak powstał Harley-Davidson Electra Glide. I od tamtej pory właściwie się nie zmienił aż do 2009 roku, gdy HD wprowadził do produkcji nowe ramy: sztywniejsze, lżejsze i o lepszej geometrii. Na szczęście z wyglądu motocykl wciąż był taki sam, no i jego podstawowe zalety nie uległy zmianie. To ogromny, bardzo wygodny cruiser, który pozwala właścicielowi odrzucić schematy: wystarczy znać punkt A, z którego się wyjeżdża, a B… B może być gdziekolwiek.

Motocykl, który poddaliśmy detailingowi to świetnie wyposażona Electra: jest radio z czterema głośnikami i elegancki wyświetlacz wielofunkcyny, jest nawet fabryczny zestaw głośnomówiący Bluetooth. Do napędu służy kolejna już generacja V-Twina o ogromnej pojemności 1.7 litra. 135 Nm momentu obrotowego pozwala wręcz katapultować duży motocykl ze startu stojącego, ale wszyscy wiemy, że w Harleyu nie o to chodzi. Ma stabilnie, luksusowo szybować z umiarkowaną prędkością, choć gdy trzeba, zachowuje się z gracją jakiej nie spodziewamy się po tak ciężkim motocyklu.

Detailing Electry nie był łatwy. W takim motocyklu widać wszystkie elementy jak na dłoni, a przy tym mają one skomplikowane kształty i niełatwo dotrzeć do każdej widocznej, ale ciasno zapakowanej części podlegającej detailingowi. Nietrudno zgadywać, że ożebrowanie cylindrów stanowiło spore wyzwanie, ale nie mniejszym było precyzyjne wyczyszczenie kół. Pracowaliśmy nad motocyklem nawet dłużej niż zwykle działamy przy samochodach – po prostu najlepszym sposobem na prawidłowe wyczyszczenie był często demontaż elementów.

Po kompleksowym detailingu i zabezpieczeniu powłoką kwarcową Hi-Mohs, Electra Glide może udać się na zimowy odpoczynek. Gdy pogoda pozwoli, już na wiosnę przyszłego roku charakterystycznie brzmiący Harley ruszy z właścicielem w stronę zachodzącego słońca…

Harley-Davidson Electra Glide Custom:

  • Detailing analogiczny z pakietem samochodowym G’zox Hi Mohs
  • Karoseria: powłoka kwarcowa G’zox Hi-Mohs Coat o twardości 7 w skali Mohsa
  • Czyszczenie i zabezpieczenie zacisków hamulców i układu wydechowego
  • Czyszczenie i zabezpieczenie kanapy Leather Clean&Coat
  • Koła / opony: powłoki G’zox Wheel Coat / G’zox Tire Coat
  • Lampy: powłoka G’zox BG Headlight Cleaner & Coat

Częste mycie skraca… czyżby?!

Mycie samochodu to najczęstsza czynność, jaką wykonuje się samodzielnie przy aucie. Czasami jedyna! Mało kto już sprawdza sobie olej w samochodzie, ale jeśli tylko mamy trochę miejsca i łatwy dostęp do wody, samodzielne umycie samochodu jest satysfakcjonującym i – co tu dużo mówić – miłym sposobem na spędzenie godziny przy pielęgnacji naszego ulubionego pojazdu.

Rzecz oczywiście w tym, żeby była to godzina spędzona pożytecznie. Mycie źle zaplanowane. prowadzone niewłaściwymi środkami to strata czasu i przyniesie więcej szkody niż pożytku. Zacznijmy więc od początku – od ustalenia, jakim sprzętem i środkami powinnien dysponować domorosły (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) fachowiec myjący swoje samochody.

img_06Dwa wiadra to podstawa dobrego mycia. To metoda, która obrosła już legendą i jeszcze niedawno uważana była za szczyt wyrafinowania. Prawda jest taka, że to po prostu logiczne i rozsądne rozwiązanie problemu, a nie nauka o rakietach kosmicznych. Do dwóch wiader wlewamy czystą wodę, a do jednego z nich dodatkowo szampon. W trakcie mycia gąbkę lub ewentualnie rękawicę płuczemy w wiadrze bez szamponu, potem zamaczamy w czystym roztworze szamponu i kontynuujemy mycie. Ot, żadna filozofia.

Do wiaderka z brudną wodą warto włożyć separator brudu – to specjalna kratka, która uniemożliwia unoszenie się piasku i zanieczyszczeń w wodzie, w której płuczemy gąbkę. Przydatne, choć nieobowiązkowe.

img_tips_02Znacznie ważniejsze jest to, czym będziemy nakładać szampon na samochód. I tu ważna rzecz – chcemy spowodować, aby na samochodzie szampon się pienił. To piana ma pracować z brudem, który osiadł na karoserii i go rozpuścić. Jeśli będziemy brud trzeć lub zastosujemy popularną rękawicę myjącą która sprawia że cała dłoń opiera się o myty fragment, ryzykujemy zarysowanie karoserii. Spienienie szamponu i korzystanie z delikatnej, dedykowanej gąbki jest znacznie bezpieczniejsze. W G’zox Auto Detailing, tak samo jak na naszej myjni samochodowej G’zox, korzystamy ze specjalnych gąbek Soft99 “Creamy Soft Sponge”. Mają one trzywarstwową budowę. Zewnętrzna warstwa ma twardość specjalnie wyliczoną dla optymalnego usuwania brudu bez rysowania karoserii. Specjalne zawirowania gąbki zasysają brud, aby nie drapał lakieru podczas mycia. Wewnętrzna warstwa sprawia, że szampon doskonale się pieni i może pracować na lakierze samochodu, wystarczy kilka razy ścisnąć gąbkę i natychmiast tworzy się gęsta, delikatna piana. trzecia warstwa jest nieco sztywniejsza i zapewnia dobre trzymanie gąbki bez męczenia dłoni.

Wreszcie to, co budzi najwięcej kontrowersji: szampon. W handlu dostępnych jest mnóstwo specyfików myjących o ogromnej rozpiętości cen. Zanim kupimy szampon do samochodu, sprawdźmy raczej co w nim jest. A bywają składniki przerażające: żrące alkaloidy (pół biedy, że producenci takich szamponów ostrzegają, że należy używać rękawic ochronnych) niszczące i lakier, agresywne detergenty, które powodują jego szybkie matowienie, “uszlachetniające” domieszki nabłyszczające, będące w istocie rzeczy trującymi polimerami. Nie można im odmówić doraźnej skuteczności, są jednak po prostu szkodliwe i to nie tylko dla samochodu, ale również dla środowiska. Nie bez przyczyny operujące nawet umiarkowanie agresywną chemią samoobsługowe myjnie poddawane są skrupulatnej kontroli przez służby ochrony środowiska, muszą być wyposażone w separatory i neutralizatory stosowanych chemikaliów.

W naszej pracy korzystamy ze środkow G’zox i Soft99 których skład regulowany jest przez wyjątkowo restrykcyjne japońskie normy. Mają one przy tym całkowicie neutralne pH – nie są ani kwasami ani zasadami – przez co nie wchodzą w chemiczną reakcję z lakierem. W efekcie – lakier samochodu mytego naszymi szamponami nie matowieje w kontakcie ze środkiem myjącym. Miłym ubocznym efektem jest to, że po myciu samochodu nie mamy wysuszonych, zniszczonych dłoni. Ulubionym naszym szamponem jest Smooth Egg – szczególnie polecana do samochodów, które mają już powłokę kwarcową, ale do domowych zastosowań świetnie sprawdzi się Creamy Soft w litrowym opakowaniu.

img_03Jak myć? To chyba nawet prostsze niż wybór narzędzi. Zacznijmy od kół – są przeważnie bardzo brudne, więc warto mieć do nich osobne narzędzie (tutaj sprawdza się rękawica a czasem wręcz szczotka) Potem myjemy pojedyncze duże panele karoserii, zaczynając od góry. Najpierw dach, potem maskę i tylną klapę. W tym miejscu warto zając się szybami i potem lampami, a przechodząc na drzwi i błotniki bardzo starannie płukać gąbkę – będzie się teraz na niej zbierać dużo brudu. Kończymy na progach. Ważne jest, aby zakończyć pracę nad jednym elementem (poza suszeniem) przed rozpoczęciem kolejnego a pracować na tyle szybko, żeby woda nie zaczęła wysychać. W praktyce kompletne umycie samochodu z zewnątrz zajmuje img_04przy dobrym przygotowaniu raptem kilkanaście minut. Oczywiście można sobie pomagać – myjka ciśnieniowa spłucze wierzchnią warstwę brudu i nawilży karoserię do właściwego mycia, jest też nieoceniona przy pracy z felgami. Trzeba jednak powstrzymać się od używania jej jako narzędzia do odrywania zaschniętych muszek czy ptasich odchodów. Lakier nie wybaczy nam siły, z jaką woda z myjki uderza w karoserię. Myjka może też się przydać do spłukania samochodu na koniec mycia, choć tradycjonaliści używają do tego osobnej gąbki i trzeciego wiadra wody.

img_10Gdy na samochodzie nie ma już piany i spływa zeń czysta woda, można go wysuszyć. Oczywiście nie na słońcu! W ogóle mycie należy przeprowadzać w miejscach raczej zacienionych. Do suszenia samochodu wykorzystujemy szmatki z mikrofibry. Trik polega na tym, że nie wolno taką szmatką wycierać samochodu jakby to były płytki podłogowe!  Starannie rozkładamy ją na fragmencie nadwozia, czekamy kilka sekund aż nasiąknie wodą a następnie jednym ruchem, trzymając za dwa narożniki, przeciągamy w dół. Teraz trzeba ją starannie wyżąć aby była prawie sucha i powtórzyć czynności na następnym fragmencie karoserii. W ten sposób unikamy tworzenia typowych dla “myjni ręcznych” kolistych mikrozarysowań lakieru.

W ten sposób, za pomocą 20 litrów wody, jednej gąbki, jednego szamponu, jednej szmatki i własnej staranności doprowadziliśmy samochód do czystości z zewnątrz. Jeśli chcecie, teraz jest czas na użycie środków do pielęgnacji plastików, którymi przywrócicie żywy kolor czarnym elementom karoserii. Efektownie dopełni mycia również zaczerniający środek do pielęgnacji opon.